Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
środa, 03 sierpnia 2011
Sikorski, Powstanie 1944, Szachidzi
Rzadko zdarzało mi się zgadzać ostatnio z ministrem Sikorskim. Bo cóż można powiedzieć, gdy minister spraw zagranicznych Unii, cieszy się, że na kimś zostanie wykonany wyrok śmieci, albo żałuje, że sprawca masakry nie dostanie kary śmierci? Wychodzi nie tyle brak wykształcenia - bo wykształcony jest przecież świetnie - ale prostota myśli i postrzegania świata. Ot, chłopski lex talionis.

Ale byłem bardzo zadowolony, że nazwał Powstanie Warszawskie tym, czym było: katastrofą. Kilkaset tysięcy zamordowanych mieszkańców, spalone i bezpowrotnie zniszczone bezcenne dzieła sztuki, wielka stolica obrócona na własne życzenie w kupę piachu i gruzu. I tyle bezpowrotnie utraconego i zmarnowanego życia.

Nawet jeśli Powstanie musiało wybuchnąć, to na litość boską nie musiało tyle trwać. Nawet jeśli nasi przywódcy byli tak beznadziejnie głupi czy naiwni, by liczyć na wsparcie Stalina, to decyzja by to piekło kontynuować dłużej niż dwa tygodnie była nie heroiczna, nie patriotyczna, ale zwyczajnie nieludzka. Pod tym względem niewiele różnimy się od islamskich fanatyków, którzy poświęcają swoje i innych życie dla straconej idei. Czymże jest kult Małego Powstańca - jeśli nie monstrualnym wychwaleniem wysyłania dzieci na pewną śmierć. Nawet jeśli jakieś dziecko coś chciało zrobić dla Polski trzeba było mu powiedzieć: żyj, żyj, ucz się i staraj się o niepodległość.

Ten kto wysyłał małe dziecko z butelką na czołg, albo na to zezwalał niewiele różnił się od tego, który takie dziecko zastrzelił. To tak jak sędzia, który skazuje na karę śmierci, ale udaje, że nie ma żadnego moralnego udziału w egzekucji.

Pamietam opowieści Babci o Powstaniu, które zawsze kończyły się szlochem - wyszła z niej po kapitualcji. Pamiętam opowieści Mamy, której przez lata śniła się płonąca Warszawa.


Powinniśmy wyciągnąc lekcję z tej katastrofy i starać się, by już nigdy i nigdzie nie powtórzyła się taka gehenna. By dzieci nie były wysyłane na wojnę czy pewną śmierć, ale do szkoły by żyły i cieszyły się życiem, które im podarował Bóg.

Jak mawia Talmud: "kto ratuje człowiekowi życie - ratuje cały świat!"