Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
wtorek, 25 lipca 2006
Jezus, pedaly i Afryka

Poszedłem z dobrą przyjaciółką z parafii na film “Constant Gardener”. Oglądałem ten film i płakałem gorzko, gdy na pytanie co stanie się z jednym z dzieci usłyszał suche “jak będzie miała szczęście, trafi do obozu dla uchodźców.” I przypomniał mi się artykuł o ludobójstwie w Sudanie i wojnie domowej w Kongo gdzie zginęło już kilka milionów ludzi.

I wyszedłem bardzo, bardzo zły, że osoby mieniące się chrześcijanami potrafią spędzać długie miesiące i ciężkie pieniądze na walce z gejami w kościele podczas gdy ludzie giną z głodu lub z naszej bezczynności. I nie mogę zrozumieć jak można powiedzieć komuś, że jako gej/lesbijka będzie się smażył(a) w piekle i uważać, że to jest praktykowanie przykazania miłości, podczas gdy nasi bliźni umierają z chorób, głodu, czy też zabici przez broń, którą sprzedają ich rządom, nasze “chrześcijańskie” władze.

Zastanawiam się jak to jest, że Jezus był niezwykle powściągliwy na temat etyki seksulanej swoich słuchaczy, ale za to był bardzo ostry w piętnowaniu niesprawiedliwości. I czy przypadkiem gdy staniemy przed jego oblicznem, nie zdziwimy się gdy nie sprawdzi ile osób ostrzegliśmy, że “pojdą do piekła”, ale raczej zapyta nas, dlaczego nie protestowaliśmy kiedy go zabijano, kiedy umierał z głodu albo marniał w nędzy?


czwartek, 20 lipca 2006
Deszcz, deszcz, deszcz…

Brat Jarosław został premierem – jaki Demostenes, taka IV RP.

Perełką była jednak wiadomość, że parlamentarzyści PiSuarczyc zamówili mszę o deszcz. Źródła z układu i stolika donoszą nam, że w roli szamana najlepszy były DJ Tadeusz Rydzyk…

Roman Giertych był zafascynowany “siłą expose premiera.” Tak, chłopaki z MW są od lat zafascynowani nagą siłą. Biorąc pod uwagę, że Jarosław się nie ożenił i mieszka z kotami, Roman ma spore szanse na zostanie “Panią Marszałek”…


wtorek, 18 lipca 2006
Układ wszędzie, układ wszędzie…

No właśnie. Geniusz Jarosława Kaczyńskiego jest jak geniusz Orła Karpat i sięga nawet do cywilizacji śmierci w Amsterdamie. Dowód?

Siedzimy sobie dziś rano ja i Aneta przy stoliku i pijemy kawę. Ja jestem kalwinem i ogólnie wiadomo: cywilizacja śmieci. Aneta jest brunetką, a zatem nie wiem czy nie jest “nasza”. Współlokator i mąż Anety, Grzegorz zdenerwowany zastawionym stołem postanowił dać nam odczuć siłę IV RP. Wstał i donośnym i polskim głosem powiedział: “Ja muszę ten stolik sprzątnąc!”. Choć dzień był ciepły i bezwietrzny, powiało jednak wtedy wiatrem rewolucji moralnej…

Czując nadchodzący tłum z opuszczonymi spodniami, wspomniałem o Marii Antoninie. Tradycyjnie i dekadencko podlałem naszą bazylię srebrną konewką i wyszedłem na balkon oczekując na koniec…


Wieczorem wszyscy jedliśmy macę…

czwartek, 13 lipca 2006
Teatr z kiepskimi aktorami

Niesłychanie ubawiła mnie wiadomość o nominacji (lub też zgoła chęci) nominacji Anotniego Macierewicza na ministra od służb specjalnych. Ma on zastąpić znanego Zbigniewa Jacuzzi – Wassermana, którego pochłonął chyba proces. Tak więc jednego rozchwianego ministra psychicznie zastąpi drugi, równie rozchiwany. Aż się prosi o cykl wydawniczy: “Sywletki Fachowców IV RP”.

Ja jednak chcę tylko przytoczyć wypowiedź Gustawa Holubka, znanego pana z układu i stolika:

“Przytoczę taki obrazek obyczajowy, który moim zdaniem dobrze ilustruje to, co się teraz dzieje w polskiej polityce. W jednym z teatrów na próbie Kalina Jędrusik zapaliła papierosa.

Na scenie nie wolno palić papierosów.

Zbliżył się strażak i powiedział: "Proszę zgasić papierosa, bo tu nie wolno palić".

A Kalina jak Kalina - z wdziękiem odparła: "Odpierdol się strażaku". I on strasznie się zamyślił, poszedł za kulisy i tam trwał jakiś czas. Potem nabrał powietrza, wrócił na scenę, ale tam już nie było Kaliny, tylko Basia Rylska. On jednak tego nie zauważył, bo oczy zaszły mu bielmem z wściekłości, i krzyknął do Rylskiej: "Ja też potrafię przeklinać, ty kurwo stara!".

Kompletnie zdumiona Basia pobiegła do Edwarda Dziewońskiego, który był reżyserem spektaklu, i powiedziała mu, że strażak zwariował, bo ją zwyzywał bez żadnego powodu. Dziewoński strasznie się zezłościł, poszedł do strażaka i powiedział: "A pan jest chuj!". Przy czym strażak był inny.

Więc tak wygląda życie polityczne w naszym kraju.”

Za podesłanie cytatu dziękuję ciotce Lesbie, Enkawudzistce i dilerce koki !

wtorek, 11 lipca 2006
Zamek Zuylen i baronowie van Tuyll van Serooskerken

Chcąc odpocząć od całego zgiełku dużego miasta, mojej pracy i widniejącej na horyzoncie kolejnej przeprowadzki postanowiłem razem z Michielem pojechać do jakiegoś zamku i wybór padł na Slot Zuylen.

Zamek wybudowano około 13 wieku oryginalnie jako wieżę obronną. W 1420 roku podczas małej lokalnej wojny domowej zamek ten był już na tyle potężny, że schroniła się do niego rodzina patronów van Zuyl, która odtąd tutaj przemieszkiwała. W 1580 roku ówczesny dziedzic, Jerzy de Lalaing hrabia Rennenberg, jako katolik opowiedział się po stronie króla Filipa II Hiszpańskiego, a przeciwko kalwińskim powstańcom. Decyzja ta kosztowała go drogo, bowiem utracił nie tylko swoje rodzinne dobra, ale także kontrolę nad Fryzją, którą zarządzał. Nie pomógł również sprawie katolickiej, gdyż od tej pory katolicyzm identyfikowano w Niderlandach z poparciem dla króla Hiszpanii i w 1580 roku wszędzie pozamykane dotychczas jeszcze czynne kościoły katolickie w Niderlandach.

Prowincja Utrecht postanowiła sprzedać ten zamek zdradzieckiego arystokraty i na skutek małżeństwa wnuczki nabywcy trafił on w ręce baronów van Tuyll van Serooskerken w rękach której pozostał przez 300 lat.

Rodzina van Tuyll van Serooskerken (wymawia się “Tauul”) jest jedną z najstarszych rodzin w Europie. Jeden z jej protoplastów miał według ludowego podania zawrzeć pakt z diabłem i dzięki temu posiadł zdolność latania. Przydawała mu się ona, gdyż był niepokonany w bitwach. Inni panowie z tej rodziny nie gardzili mieszczańskimi żonami, jeśli tylko zapewniały one poważny posag, a zamek Zuylen takim posagiem bez wątpienia był. Rodzina była niezwykle rozrodzona i miała linię zelandzką oraz utrechcką. W 1623 król Anglii Jakub I pozwolił rodzinie dołączyć do swojego herbu dwie królewskie róże Anglii, jako znak jego sympatii do nieprzeciętnie inteligentnego i przystojnego (na co Jakub I zwracał szczególną uwagę) barona Philiberta von Tuyll.

Zapewne chcąc zadość uczynić za grzechy przodka, baronowie van Tuyll mieli opinię – i ciągle mają – niezwykle gorliwych i zaangażowanych kalwinistów. Jeszcze, w 2004 gdy powstawał Protestancki Kościół Niderlandów reprezentantem królowej Beatrix był właśnie baron van Tuyll van Serooskerken, notabene wnuk ostatniego właściciela zamku.

Rodzina tutaj mieszkała, żeniła się i umierała aż do XX wieku. W XVIII wieku największy rozgłos zyskała córka zamku Isabelle de Charrière (1740-1805). Urodzona jako córka właściciela zamku, uzyskała bardzo staranne wykształcenie domowe. Bardzo szybko zaczęła się obracać w kręgach intelektualnych Hagi i Anglii. Wkrótce zasłynęła jako autorka tekstów, w których dopominała się o sprawiedliwe traktowanie kobiet. Chciała, by miały one równy dostęp do edukacji, prawo do wyboru małżonka i do rozwodu. Uważała, że wszyscy ludzie są równi, a nie, że tylko wszyscy mężczyźni są równi, i przez to krytykowała nie tylko absolutystyczną Francję, ale także ekscesy rewolucji. Fryderyk II napisał do niej: “Jest Pani boginią”. Isabelle odpowiedziała mu: “Boginie są z nieba, a nie z Niderlandów” (żart słowny: Niderlandy – niskie kraje). Jej pałac odwiedzali intelektualiści z całej Europy, a ponieważ jej pokój był najpiękniejszym w całym zamku, gości lokowano wtedy właśnie tam. Gdy w ciągu jednego miesiąca odwiedził ją władca Holandii Wilhelm V z małżonką, a potem książę Henryk Hohenzollern, nie bez ironii pisała do Benjamina Constanta: “Żyje mi się dobrze, a znani mężczyźni z ochotą goszczą w mojej sypialni”. Wyszła za mąż, bez miłości, ale z przywiązania i przyjaźni, za szwajcarskiego arystokratę i umarła bezdzietnie w Szwajcarii na raka. Gdy w 1980 roku wydano jej listy i dzieła zebrane, uderzała ich aktualność, w szczególności, jeśli chodzi o sytuację kobiet i ruch emancypantek, a także brak napastliwości tonu i rzeczowość argumentów. Zamek ma specjalną salę poświęconą tej nieprzeciętnej kobiecie i najwybitniejszej przedstawicielce rodu.

Isabelle de Charrière van Tuyll van Serooskerken

Inny z rodziny reprezentował cara Rosji (prawosławnego) w negocjacjach z papieżem. Car uznał, że tylko osoba niezwykle zdystansowana do obydwu wyznań, będzie w stanie osiągnąć kompromis satysfakcjonujący obie strony.


Jeśli chodzi o inne komnaty zamku, największe wrażenie robi tradycyjnie sala jadalna, gdzie pod czujnym okiem 9 pokoleń rodziny van Tuyll spożywano posiłek. Rozpoczynała je każdorazowo obowiązkowo lektura z Dobrej Księgi zwana krótko i dobitnie: “de Lezing” (czytanie). Małe dzieci nie siedziały nigdy z rodzicami. Gdy były na tyle dorosłe by sięgać po rzeczy na stole mogły podejść, gdy zostały poproszone. Do stołu zasiadały dopiero w wieku 12 lat, gdy uczono je zasad savoir-vivru i konwersacji – przy stole rozmawiano wyłącznie po francusku.


Z opowieści przewodnika wyłania się obraz niezwykle patriarchalnej i feudalnej rodziny, co w Niderlandach było w XX wieku dość rzadkie. Ostatnia baronowa (urodzona hrabina van Lynde) osobiście nadzorowała wyrób jogurtów i nabiału, który następnie roznoszono najuboższym dzieciom w wiosce. Gdy 1 listopada nadchodził czas płacenia czynszów dzierżawnych, baron pamiętał o tym, że połowa miasteczka jest katolikami. Wcześniej wysyłam im odręczną wiadomość, że “będzie w porządku, gdy przyjdzie zapłacić dopiero 2 listopada.


Ostatni właściciel Frederik Christiaan Constantijn baron Van Tuyll van Serooskerken (1886-1958) razem z żoną (rodzice pięciu synów i dwóch córek) w 1951 roku powołali Fundację, której przekazali zamek wraz z całym wyposażeniem, a sami zamieszkali w dawnym dworku zarządcy, gdzie mieszkali do śmierci – baronowa umarła w 1978 roku. Dziś na czele fundacji stoi inna baronowa van Tuyll. Zamek jest otwarty dla zwiedzających razem z ogrodem od marca do listopada. Miejscowość jest położona nad rzeczka, bardzo cicha i nad brzegiem stoi uroczy stary kościółek reformowany, gdzie uczęszczali właściciele zamku.

Warto odwiedzić ten uroczy i cichy zakątek Holandii.

I na zakończenie dwie małe anegdotki: baron Reginald van Tuyll (1845-1903) poślubił niedoszłą królową Holandii i wielką księżną Luksemburga, hrabiankę Mathildę van Limburg Stirum. Była ona wieloletnią miłością i narzeczoną syna króla Wilhelma III (1817-1890). Ten niespodziewanie odmówił mu zgody na ślub. Dokładne przyczyny takiej decyzji nie są znane, ale podejrzewa się, że w istocie hrabianka van Limburg Stirum była nieślubną córką króla Wilhelma III i przez to przyrodnią siostrą księcia. Następca tronu, też Wilhelm (1840-1879) wyjechał do Paryża, gdzie żył jako “hrabia de Citron” uwielbiany przez Paryżan i gdzie zmarł bezżennie. Stary, owdowiały i bezdzietny król musiał naprędce się żenić i w tym samym roku poślubił o 41 lat młodszą księżnę Emmę von Waldeck – Pyrmont. Ta urodziła mu tylko jedną córkę, królową Wilhelminę i rodzina orańska wygasła w linii męskiej. Sama Anna, wówczas już baronowa von Tuyll von Serooskerken miała zakaz pojawiania się na dworze.

I anegdotka druga. W 2002 roku młodziutka baronówna Paulina van Tuyll van Serooskerken obrzuciła słynnego polityka Holandii Pima Fortuyn’a tortem – trafił go prosto w twarz. Choć prasa holenderska kwiliła z zachwytu – nazywając ją “czerwoną baronówną” to rodzina zachowała milczenie w tej sprawie. Jak tu bowiem komentować młodą przedstawicielkę rodziny van Tuyll rzucającą torty w polityków?

www.slotzuylen.com

poniedziałek, 10 lipca 2006
Polityczne porno hard-core

Upały, wszędzie upały, ludziom się przez to na rozum rzuciło.

Chcąc zwekslować uwagę z kretynizmu posłów PiSuarczyków, i naszego Lecha II Kaczki o Mężnym Sercu acz Słabych Nerwach wymieniono nam premiera.

Jak mawiał pewien stary pastor kalwiński: jest i dobrze i źle. Plusem jest to, że wreszcie przestanie nam premierować błazen. Natomiast źle jest, że jego miejsce zajmie nawiedzony i zakompleksiony doktryner.

A że temperatura gorąca, a w polityce sami stuprocentowi mężczyźni z wielkim etosem, natychmiast zaczęli świntuszyć. Jarosław stwierdził, że musi być premierem, ale Andrew Lepper powiedział, że po przystojnym Kaziu to Jarosław będzie musiał mu więcej dać. LPR natychmiast podkręciła aluzje mówiąc, że ona jest zwornikiem koalicji .

Takiego natężenia homoseksualnej erotyki w Polsce nie było od dawna. Ja się pytam: gdzie jest Wierzejski, gdy jest potrzebny? I co na to arcybiskup Paetz?

Oj, V RP się zbliża i będzie to jedna wielka ruja samców.

P.S. Chciałbym zauważyć, że przepowiadałem, że dymisja Gilowskiej to rozochodniaczek. Gdy kobiety nie ma, panowie brykają...byczki...

czwartek, 06 lipca 2006
Kaczka odpoczywa

Nasz Wielki Prezydent Lech II Kaczka powrócił do Warszawy po okropnych dolegliwościach żołądkowych. Tę okoliczność powinno się uczcić biciem w dzwony oraz dziękczynnym „Te Deum” w katedrze. Kościoła dziękczynnego nie trzeba budować, bo przecież już inwestujemy w Świątynię Optarzności.

Żarty żartami, ale czytam, że teraz „grafik prezydenta będzie mniej napięty.” Czyli przepraszam, co, nie będzie on już nic robił? To może lepiej zrezygnować...

wtorek, 04 lipca 2006
Vapory

Kiedy wczoraj przeczytałem, że Lech II Kaczka nie pojedzie na spotkanie z przywódcami w Weimarze (fatalne skojarzenia, sądzę że wicepremier Roman G-ie zna lepsze epizody w historii Niemiec), pomyślałem, że tam jest jakiś układ. I proszę, i owszem, i oto bowiem okazuje się, że prezydentowi nawalił układ nerowowy, gdy mu ktoś przetłumaczył (bo nasza głowa państwa żadnym językiem nie włada) jakiś drugorzędny artykuł z niemieckiej prasy.

Artykuł jest żenujący, ale co z tego?

Ponieważ najabardziej oburzające jest określenie na Piłsudzkiego, to przepraszam, dlaczego się obraża nasza Kaczka? Przecież on ma tyle z nim wspólnego co Izba Lordów z Izbą Wytrzeźwień!

Szersze pytanie jest takie: czy naprawdę nasza polityka zagraniczna musi zależeć od tego zakompleksionego tandemu braci bliźniaków? Podobno “ster” tej polityki chce dzierżyć osobiście Lech II. A znając jego talenty, czeka nas kolejna odsłona polskiego Króla Midasa. Tylko, że w tej polskiej i narodowej bajce, on zamienia przedmioty nie w złoto, ale w coś innego…