Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
sobota, 21 maja 2011
Głupoty PO i PiSu
Tradycja nadawania Złotych PiSuarów i POrcelanowych nocników jakoś umarła, ale widać partie się stęskniły za nominacjami i robią co mogą by być znów nominowanymi.

Oto nagrodzeni:

Złoty PiSuar idzie dla młodzieżówki PiSu z Kołobrzegu.

Wszyscy się śmieją z młodej dziewczyny, która duka głupoty, i nie ma pojęcia czym jest konserwatyzm. Akurat tutaj nie ma się z czego śmiać, bo niektórzy mają tremę przed kamerami i ich to peszy - każdemu może się to zdarzyć. Fakt, że dziewczyna nie ma pojęcia na temat tego, co ma mieć rzekomo "wszczepione w korzeniach" to jednak jest obicachem. Ale PiSuar przyznaję głównie za fakt, że w KAŻDYM zdaniu tego filmiku młodzi ludzie kochający Łojczyznę i język polski, robili błąd gramatyczny.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=T39mgPUEKBc  

POrcelanowy nocnik

Dla organów ścigania i polityków. Przeszukanie mieszkania autora serwisu antykomor, czy karanie kibiców mandatami za obrazę prezydenta, jest żenujące. Podobnie jak zakaz dla "kontrowersyjnych" wystaw w gmachu Sejmu. Jak wiecie zawsze byłem zwolennikiem radykalnej wolności słowa. Tak samo jak można było (i trzeba było) robić sobie jaja z prezydenta Lecha II Kaczki, tak samo można (i niektórzy uważają zapewne, że trzeba) z prezydenta Komorowskiego. Za wyjątkiem negowania Shoah, ludobójstwa Ormian czy w Ruandzie uważam, że w demokratycznym kraju każdy ma prawo wylewać wiadro pomyj na innego - zupełnie inną jest sprawą, czy warto i należy. Ścigane przez prawo winno być tylko nawoływanie do nienawiści do grup etnicznych, religijnych, mniejszości seksulanych, rasowych i językowych. Reszta - jak mówi amerykański - jest niezbędnym warunkiem żywej wolności wymiany poglądów.

Na krytykę prezydent czy premier powinien odpowiedzieć albo zmieniając swoje zachowanie, albo przekonać opinię publiczną, że zarzuty są absurdalne. Karanie madatami, przeszukania mieszkań, czy zakazywanie wystaw (ciekawe, że wystawa o JPII jest z definicji "niekontrowersyjna" w Polsce) świadczy tylko o miałkości intelektualnej osób, które na podobny pomysł wpadają.

Pojutrze ceremonia graduation na Yale. Oczywiście, chyba, że nastąpi koniec świata....

wtorek, 17 maja 2011
Mieszane wieści z PO
Czytam o układaniu list wyborczych w PO, i ciekawe rzeczy wyczytuję.

Po pierwsze, PO połakomiła się na dawny LiD i uplowała kilku posłów. Chyba ktoś poszedł po rozum do głowy i podopowiedział Donaldowi, że ci z prawicy i tak na niego nie zagłosują, bo zdrajca, dziadek z Wermachtu, pachołek rosyjski i niemiecki i ślub kościelny za późno brał etc. ALE przyznam, że odbieram to z mieszanymi uczuciami, te polowania na posłów LiDu. Jakoś mi trudno wyobrazić sobie, że partia, która upupiła profesora Sadurskiego na rzecz tej miernoty Lipowicz, która mianowała Elżebietę Radziszewską, jakoś teraz pokaże lewicową wrażliwość. Pozatym, uważam, że pewna różnorodnośc dobrze by Polsce zrobiła. Parlament, gdzie będzie tylko PO, PiSuar, SLD i PSL to naprawdę uwiąd wyobraźni Polaków.

Po drugie, jeszcze o PO, cieszy mnie, że Gowin i Radziszewska idą w odstawkę. To częściowo tłumaczy ruch w kierunku LiDu, ale do końca mnie nie przekonuje. Zobaczymy co dalej.

Po trzecie, SLD złożyło projekt ustawy o związkach partnerskich. Napieralskiego nie znosze, a ten projekt pokazuje prawdziwe intencje SLD: teraz i tak go nie uchwalą, ale będą udawąć, że im chodzi o prawa dyskryminowanych. A jak widzę Oleksego i Millera, to mnie mdli, bo wiem, że im chodzi tylko o władzę.

Na razie więc nie mam na kogo głosować. W USA republikanie nie mają kandydata przeciwko Obamie - poważnego kandydata. Bo Sarah Palin czy Donald Trump to taki mały polityczny kabarecik.

Dobrze, że przynajmniej był ślub księcia Williama...

niedziela, 15 maja 2011
Czy religia skazuje na biede albo bogactwo?
W "NY Times" fascynujący artykuł o tym, jak wypadają wyznawcy poszczególnych religii na tle wykształcenia i zarobków.

Generalnie na dolnej skali umieszczono procent wyznawców z wyższym wykształceniem, a na górnej skali procent wyznawców, którzy zarabiają powyżej 75 000 USD rocznie. I co się okazało?

Najniższą liczbę wysoko wykształconych i dobrze zarabiających mają (zaczynając od dna wzwyż):

1. zielonoświątkowcy (16% i 11%)
2. świadkowie Jehowy (8% i 18%)
3. baptyści (20% i 18%)
4. bezwyznaniowi chrześcijanie (22% i 17%)

Generalnie te wyznania charakteryzują się średnio niższym wykształceniem i zarobkami (Oba poniżej albo ciut powyżej 20%)

Nieco powyżej średniej plasują się:

1. mormoni (31% i 28%)
2. luteranie (32% i 28%)
3. katolicy  (32% i 26%)

Tutaj liczna wyznawców z wyższym wykształceniem i dochodami powyżej 70 000 usd to ok. 30%

A więc wyznawcy jakich religii należą do najbardziej wykształconych i najlepiej zarabiających? Tym razem od góry do dołu:

1. reformowani Żydzi (ok. 67% w obu grupach)
2. hinduiści (75% i 65%)
3. konserwatywni Żydzi (ok. 57% w obu grupach)
4. anglikanie (ok. 52% w obu grupach)
5. prezbiterianie (40% i 42%)

Zatem my reformowani wypadliśmy najlepiej w wersji judaistycznej i dość dobrze w wersji chrześcijańskiej!

Swoją drogą przypomina mi się zawiadomienie na nabożeństwie o śmierci starszego w First Presbyterian Church w Nowym Jorku. Pastor wspomniał o tym, że zmarły był wielolentim starszym zboru, przychodził regularnie na nabożeństwa i studium biblijnym i leżała mu na sercu edukacja. Potem z nekrologu dowiedziałem sie, że zostawił miliony dolarów na stypendia, college i dla parafii. 

A jeśli chodzi o tabelę, to pokazuje, chyba jak ważny jest nacisk kładziony przez religię na edukację. Tam, gdzie jedyną wytyczną jest wiedza księdza/pastora/rabina/imama - biada nam!

Cały artykuł tutaj:

http://www.nytimes.com/2011/05/15/magazine/is-your-religion-your-financial-destiny.html
poniedziałek, 09 maja 2011
Kazanie w niedzielę po zabójstwie Osamy bin Ladena

Sermon preached at Center Church UCC, New Haven

On 8th May 2011,

By Kazimierz Bem

Luke 24:13-35

 

I was walking down Whitney Avenue the other day and noticed that the Peabody Museum has a special exhibit on “Black Holes” that’s on right now. In case you don’t know this, and I am sure I am making a very sophisticated problem very, very simple – a black whole is a phenomenon, when a star implodes on itself. Instead of radiating light, it starts consuming it, and everything around it, destroying everything on its way. The gravitational force is so strong and powerful, that even light is unable to escape, it is sucked in and smothered, and there is nothing there but darkness. Just think about it: no light, no escape, nothing else, but a something that once was a star, now endlessly consuming and devouring everything else, and itself too. It is literally, hell.

 

There was a lot of talk about hell this past week. As the news of Osama bin Laden’s capture and death was released to the world – coincidentally on the same day that 66 years ago it was announced that Adolf Hitler was dead – there were many reactions. Commentators, politicians, theologians, ministers and priests as well as common folk all gave their reactions to the news. The mastermind behind the 9/11 attacks was finally was caught and as president Barak Obama said, “Justice was served.” Apparently thousands of people came down in spontaneity to Ground Zero or in front of the White House and chanted “America” or “USA” and celebrated the death of Osama Bin Laden. Leaders of the free world expressed relief and satisfaction at the news of his death. And in these past days many people asked me what I thought of the news and if I was happy that he was dead?

And so, I have to tell you in all honesty – the moment I received the news, I thought of the words of Jesus from Maundy Thursday to Peter: “Put away the sword. For he who uses the sword, will perish from the sword.” Later during the week another quote came into my mind, from the book of Samuel: “As your sword bereaved women, so will your mother be bereaved among women.” (1 Samuel 15:33) It is very, very hard not to feel that for someone who once gloated in an interview that he “loves death.”

But as I watched the crowd cheer and yell, I have to you that I din not celebrate his death.

Let me try to explain why.

Today’s passage is one of the best-known passages of the New Testament, and has been the source of inspiration for many artists, including the famous Caravaggio. The passage is in fact so known unto many of us, yours truly including, that we tend to overlook some of the minor details in it. Two disciples of Christ are on their way to Emmaus – they have been discouraged by what happened with Jesus, and so they take leave, presumably for home. As they are talking, a man joins them, and as you tend to do with strangers you meet on the road, they start talking theology. He is so interesting, that they invite him to stay – and it is only when he starts breaking the bread, do they recognize him as the Risen Christ. We all know the story right?

Well, maybe not so. Until this year, for example, I never noticed that the fact that the two disciples actually did hear of the Risen Christ – I assumed they haven’t. But they have. They are disappointed that he did not become their liberation and revolution hero, but the interesting fact is that even though they hear of Christ rising from the dead, it does nothing to change their mind. They wanted something else. They expected something else. And this resurrected Jesus appearing to women – well, that’s weird, they will give you that, but it does not cut it for them. They want what they want – fighting the Romans, taking revenge – and this new thing just does not work. So they are on their way home, on their way back.

And it is on this way back to their previous life, that Jesus intercepts them, and explains how because of his life, death, and now the Resurrection, there will be no way back to the old. There will be new ways, new life, and new missions. They must recognize him in the breaking of the bread – and this recognition should and must push us to new life.

 

You see, I think you all as much as I can sympathize with these two disciples. How can we not? For if we look at the world around us, how can we not feel some kind of disappointment with this God of ours?

When we look at people like Osama or Kaddafi or any other dictator, how can we not feel anger and disdain, and a need for revenge? It is only so very human to want to exact revenge! We know from history, that revenge had missed so many other tyrants, and we would like to make sure this does not happen again. How can we not celebrate the death of man who turned thousands into orphans, widows, scarred them for life, traumatized, someone who gloated in killing innocent people, and calculated in cold blood just how to make the carnage even bigger? How can we not?!

So let me be very honest, that I do understand the very human reaction to celebrate the death of an evil man, a man so evil like Osama bin Laden.

But still, I think that the Gospel asks us today to do something else – as my wise friend Phil said: instead of celebrating his death, let us mourn his life.

Let us mourn how this person, created in God’s image, decided to tarnish and crook that same image every day, with every act of hate and terrorism he condoned, praised, or inspired.  This was the man, who was blessed with money, family, and position, which he could have used to do good, peace and justice, yet he devoted his life into seeking death, destruction, and hatred. This was a man who though beloved by God, turned in on himself, and chose to respond to God and fellow human beings with hatred. His horrid life reminds us, that one day we will all be held accountable for our actions, for all the things we did, and those things we left undone.

As the Vatican wisely said: “In the face of a man’s death, a Christian never rejoices, but reflects on the serious responsibilities of each person before God and before humankind and hopes and works so that every event may be the occasion for the further growth of peace and not of hatred.”

 So when we look at his wasted and barren life, let us mourn how he chose to make it desolate and hell like. But we as Christians, also have something to add to that story.

Well, my Sisters and Brothers we are in the season of Easter. A season when we celebrate not just the death, but also the Raising from the dead of our God. We celebrate that day when death, and hatred, and sin, and all that is not right was defeated by a risen Savior. We remember all that was humanly possible was done to thwart God: a rock was rolled, an army stood guard, and a seal of power were used – and they were all futile! The Lord, the Giver of Life, vanquished them all, and came back to life, so that we all might have life too.

And this is what we should celebrate!

But we do not end our celebration there. For as today’s Gospel tell us, we as disciples must turn back from our old ways, from despair – and choose life. We have a mission, and a message to proclaim – and we have people around us that need our love, support and prayer. When Christ returned from the dead – he did not waste time on haunting those who killed or crucified him, but rather went to his dispels and sent them out. There is so much work to be done – and we have our talents and only one lifetime – so let us not waste it on futile hate, or revenge. That is not the new life, that is given to us in Christ.

 

I don’t know if you know this, but Sandra jokingly suspects me of being a secret Roman Catholic, for having a high view of Communion. I admit – I am a high church Calvinist, and I do think whatever happens at this table is a very Holy, Holy Mystery.

So let me invite you today – after the reading the Gospel where we knew Christ in the breaking of the bread – come to this table. Come to this special table. Come and think of someone who might need your prayer – someone bereaved, someone lonely, someone hurt, a child being bullied, a friend who needs help. If you are able, come and pray for your enemy if you have any. Come and pray for the victims of 9/11, their families, friends, and victims of atrocities and terrorism around the world – the ones we know, and the ones no one remembers their names. Come and pray for those still thinking that violence is the answer – they need our prayers.

Come to this table with hope, love, and compassion. Come broken, wounded, and hurting. Come for yourselves, come for others. Come! Leave the old world, the old solutions,  the old hatred – just come!

Come and experience in this Holy Sacrament the essence of our faith: that God is stronger, and more powerful than any black hole the human condition might devise.

Come and celebrate THAT!

In you Lord we trust – we will never be confounded.

AMEN.

sobota, 07 maja 2011
Kobiety i religie
Moja uczelnia Yale Divinity School obchodzi 75 lat przyjęcia pierwszej kobiety na studia teologiczne. Z tej okazji były konferencje, sympozja etc. Przy okazji ciekawostka - nasze pierwsze dwie abosolwentki obie dożyły 100 lat! Choć raz religia była tutaj w awangardzie - na Yale i Harvard (college) kobiety przyjmowano dopiero od 1966 roku. Yale Divinity School zrobiła to na wiele dekad przed Harvard Theological School czy Princeton Theological Seminary.

Żeby jednak nie było tylko laurkowo - kobiety na Oberlin przyjmowano już w połowie XIX wieku, a naszym pierwszym absolewntkom zapowiedziano, że nie mogą się ubiegać o pomoc finansową, zarezerwowaną tylko dla mężczyzn. Dziś, 75 lat później kobiety stanowią połowę kadry i nieco ponad połowę studentek.

Polecam lekturę naszego czasopisma "Reflections":

http://www.yale.edu/reflections

Tymczasem w "Wysokich Obcasach" opowieść Agnieszki, niegdyś imprezowej dziewczyny, która odstawiła alkohol, i przeszła na islam:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,9509723,Poszlam_na_latwizne.html

Opowieść dość straszna, bo pokazuje, że niektórym wolność tylko przeszkadza - poszukują systemu, który pozwoli im myć nogi, chodzić parę kroków za mężem i nawet włożyć dla niego burkę. Jeden z czytelników skomentował to, że zamiast na odwyk trafiła do meczetu. Swoją drogą zachodnie kobiety przechodzące na islam, wkładające hustki, burki, niquaby, nawiedzone niczym bojownicy Al-Kaidy, i na siłę przekonujące nas, że w stroju pszczelarza czy chodzącej skrzynki na listy z oczemi są wolne - to super pole dla badań socjologii i psychiatrii.


O tym, że nie przesadzam, niech świadczy wpis z portalu nawróconych na islam Polek. Autork snuje przypuszczenia, że być może któraś z ofiar smoleńska na kilka sekund przed śmiercią przyjęła islam... nie wiadomo czy się śmiać czy płakać - reszta wpisów podobna:

http://alejkumki.blogspot.com/2011/04/pierwsza-rocznica-tragedii-pod.html

czwartek, 05 maja 2011
Tchórze na meczach
Czytam i nie wierzę własnym oczom. Policja załatwiła kibolowi bilet na mecz, pomimo wcześniejszego zakazu. Podczas meczu w Bydgoszczy zdemolowano stadion, a policja... filmowała. Działacze PZPN wręczyli puchar zwyciężcy, bo ... "obawiali się, że będzie jeszcze gorzej jak nie wręczą"

Czy w naszym kraju każdy, kto krzyczy, demoluje, obraża (antysemickie okrzyki na meczach) i szantażuje religią (tzw. "obrońcy krzyża"), przemocą może liczyć na bezkarność?

Nie oczekuję by Państwo popadło w populizm i urządzało szoł pt. "sąd na stadionie" - kretyn z PO, który na to wpadł i zasugerował Tuskowi powininien wylecieć z hukiem. Ale oczekuję, by policjanci, którzy przechodzą na emeryturę po 15 latach patrzenia i fimowania, jednak zareagowali. 


W końcu od czego do cholery są? To nie surowość kar odstrasza - ale ich nieuchronność. I na pewno nie bezkarność.

poniedziałek, 02 maja 2011
Kanonizacja i dyskusja
Czasami się zastanawiam, dlaczego w Polsce dyskusja na każdy temat tak szybko osiąga dno. Weźmy dyskusję o kanonizacji Jana Pawła II ostatnio, a w szczególności w Radiu Zet.

Na Zachodzie mówi się o tymm pontyfikacie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony JP2 był osobą medialną, życzliwą, gotowa do obrony godności każdego człowieka, pomimo swojej choroby nie dał się wmanwerować administracji Busha do poparcia wojny w Iraku.

ALE. Jego politykę kadrową można określić tylko jako katastrofę - wystarczy spojrzeć na biskupów w Polsce. Biskup Życimski był wyjątkiem. Centralizował władzę w kurii, a jednocześnie ta sama kuria zupełnie nie radziła sobie z przypadkami molestowań seksualnych - od abp Paetza po sytuacje w Irlandii, Niemczech czy Austrii. Kardynał Bernard Law, który albo z głupoty, albo z nieświadomości przez lata przenosił księży pedofili z parafii do parafii, w końcu uciekł do Watykanu, gdzie mu zaoferowano schronienie - trochę to dziwnie wygląda w konteście "stanowczej walki z pedofilią". O podejściu papieża do antykoncepcji i święceń kobiet nawet nie wspomnę.

O wszystkim tym trzeba rozmawiać. Ale jeśli znany socjolog mówi, żeby nie wspominać o negatywnych cechach papieża, a nadużycia były "marginesem" (zapewne to prawda. Ale liczy się podejście nawet do marginesu) - to jak tu mówić o wielkości papieża? Jak tu dyskutować o czymkolwiek na poziomie?

I jeszcze na koniec o beatyfikacji JP2. Wystąpienie prof. Krzemińskiego pokazuje, że Polacy są manicheistami: ludzie są albo wielcy i w 100% dobrzy (brat Jarek, JP2, Mickiewicz) albo w 100% źli (Donald Tusk, Bogusław Radziwiłł). Kiedyż dotrze do nas, że wielkość osoby, nie zawsze idzie w parzę z wiekością jej charakteru i odwrotnie?