Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
poniedziałek, 24 maja 2010
Jestem absolwentem Yale

Dzisiaj zostanę (bo piszę to przed inaugaracyjnym nabożeństwem) absolwentem Yale Divinity School! Poniżej zdjęcie z wczorajszej części uroczystości! Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników tego bloga!



niedziela, 23 maja 2010
Drwienie z religii i proroka

W USA trwa cyrk wokół kolejnej parodii Mahometa. Serial "South Park" który sobie z niego zażartował, nazajutrz kreskówkę wycofał a właściciele stacji zakazali się na ten temat wypowiadać. Nie pomogły protesty komików i artystów: już sama groźba konfrontacji z wyznawcami tzw. religii pokoju sprawiła, że wszyscy potulnie skulili uszy. To nie pierwszy przypadek: Yale University Press opublikowało książkę o obrazach Mahometa w sztuce - ale nie pozwoliło opublikować tych samych obrazów o których autorka pisze (!) - utajniono nawet opinię i tych tytanów itelektu, którzy ją stworzyli. W MET Muzuem w Nowym Jorku wycofano islamskie wizerunki Mahometa (!) z wystawy o sztuce islamskiej. Trwa nieustanny cyrk ustępowania przed czymś, co prawdę pisząc jest ordynarnym sztanażem ekstremistów, i czymś co grozi w wolność słowa, a z czasem i wolność religii.

Powiedzmy sobie szczerze: każda religia powinna przyzwyczaić się nie tylko do krytyki, ale i do napastliwej satyry, a nawet do obrazy uczuć religijnych. Pogodził się z tym judaizm, pogodziła się z tym większa część chrześcijan, i muszą pogodzić się z tym i muzułmanie. Religia która groźbami zabójstw, albo zabójstwami czy zamieszkami wymusza szacunek dla swoich poglądów, jest godna nie szcunku, ale co najwyżej politowania. Bóg jest Bogiem i jeśli obraża go jakiś głupi (czy nawet bluźnierczy) rysunek, wypowiedź, czy film to nie jest Bogiem, ale bożkiem, którego stworzyliśmy my sami.

Nie interesują mnie dogmaty muzułmańskie, ani ich niechęć do przedstawiania ich proroka, jako rzekomy powód do ich szczególnej "wrażliwości" i szczególnego traktowania. Muzułmanie muszą się przyzwyczaić, że ich religia będzie tak samo ostro krytykowania i atakowana jak judaizm i chrześcijaństwo. Jeśli tego nie jest w stanie znieść, to cóż, być może należy się zastanowić nad paroma jej tezami - ale to naprawdę nie mój problem. Problemem jest natomiast to, że swoje fobie próbuje się wymusić na mnie. Ma to skutek wręcz odwrotny: im większe zamieszki w obronie Mahometa, tym mniej mam dla niego szacunku.

Oczywiście, zupełnie innym jest kwestia tego jak się krytykuje czy polemizuje z tą czy inną religią. Niektóre rysunki były głupie i prostackie, i osoba kulturalna by ich nie narysowała. Ale ciągłe ustępowanie przed sztantażem muzułmanów jest groźnie nie tylko dla wolności słowa, ale z czasem i dla wolności religijnej. Ustąpienie radykalnym islamistom w tym przypadku otwiera drogę do dalszych ich gróźb, żądań i pretensji.

Szanuję każdą religię (choć mam własną) i każdego człowieka. Ale tak samo szanuję wolność słowa. Każdy ma prawo do krytykowania dowolnej religii: islam ani Mahomet nie są i nie mogą być wyjątkami. Ani teraz, ani w przyszłości ani kiedykolwiek. Bóg jest Bogiem i jeśli ma go obrażać jakiś odcinek kreskówki oglądanej przez 3 miliony widzów to cóż...

poniedziałek, 17 maja 2010
Kielce i luteranin Buzek

W Kielcach podczas Marszu Tolerancji rzekomi "obrońcy cywilizacji chrześcijańskiej" skandowali: "Wy...ć" albo "Dobry Gej to martwy gej." W demonstracji po stronie wygolonych główek brał udział radny PiSuaru, któremu z żadne z haseł nie przeszkadzały.

W tym samym czasie przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek powiedział, że "homofobia jest rażącym naruszeniem godności ludzkiej i praw podstawowych, a więc musi być zdecydowanie potępiona. Przypomniał, że niektórzy ludzie są nie tylko pozbawieni podstawowych praw, ale także torturowani i karani z powodu orientacji seksualnej. W niektórych krajach za homoseksualizm grozi nawet kara śmierci, co stanowi oczywiste naruszenie, a nawet regresję praw człowieka." (cytat za "Rzepą")

Ciekawi mnie, kiedy na podobny akt zwykłej ludzkiej przyzwoitości zdobędzie się jakiś polityk w naszym kraju? Na razie bowiem na tego typu "odwagę" zdobywają się dopiero po przekroczeniu granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Piszę o tym dlatego, że marzę o tym, by w naszym kraju polityk, który gra na instynktach ksenofobicznych, rasistowskich, antysemickich czy homofobicznych był traktowany jako kuriozum - a nie jako poważny kandydat na prezydenta kraju. Marzy mi się kraj, gdzie każdego - bez wyjątku - traktuje się z godnością i szacunkiem.

sobota, 15 maja 2010
Polskie Patriotyzmy

W najnowszej "Polityce" z 15 V (dostarczonej mi przez Rodziców, którzy przyjechali do mnie na Yale na wręczenie dyplomu) baaardzo ciekawy wywiad z prof. Łagowskim. Najciekawsze jego spostrzeżenia to:

1. W Polsce patriotyzm polega na nieustannym mówieniu o nim, i pielęgnowaniu dyskursu o patriotyźmie. Nie ma to jednak żadnego znaczenia jeśli chodzi o wartości takie jak dobro publiczne, solidarność społeczna, innowacja i unowocześnianie kraju. Ja bym od siebie dodał, że obecny model patriotyzmu to wręcz nieustanne cofanie nas wstecz, i wczytywanie historii w przyszłość - by nie być gołosłownym: te antyniemieckie i antyrosyjskie obsesje obozu Wielkiego PiSuaru.

2. Nasz dyskurs publiczny w III RP przypomina do złudzenia dyskurs publiczny rodem z PRL. Zanim jednak nasi prawicowi czytelnicy się ucieszą, to prof. Łagowski dodaje, że tak jak PRL nieustannie odnosił się do mityczengo wroga (kapitalizm, Zachód), tak przynajmniej od 2000 roku my tkwimy jak na rondzie wokół lustracji, UBeków, IPNu etc. I - znów dodaję od siebie - chociaż ludzi którzy pamiętają parwdziwych Sbeków, jest coraz mniej, to rośnie liczba kombatantów, zacietrzewienia.

Jak mawiał prof. Kępiński: "jesteśmy narodem histeryków." Spójrzmy tylko na nasze reakcje na Lecha Kaczyńskiego. Gdy wyjeżdżał do Smoleńska miał notowania nagorsze wśród polskich prezydentów. Był osobą mściwą ("Stokrotka, stokrotka), momentami wręcz niewychowaną ("Małpa w czerwonym", "Spieprzajdziadu") a jego wizja prezydentury to było rzucanie kłód pod nogi PO i działanie na rzecz resturacji brata na funkcji premiera. Gdy wrócił w trumnie ze Smoleńska, stał się nagle mężem optrznościowym, bohaterem, męczennikiem, ojcem narodu, wizjonerem, czułym, ciepłym politykiem. Ja nie piszę, że tylko jedna z tych opcji była prawdziwa, ale znamienne jest jak szybko przeszliśmy z jednej skrajności w skrajność. I teraz część będzie głosować na brata Jarka, "Bo on taki smutny i w żałobie." W normalnym kraju zaproponowano by mu terapię i urlop zdrowotny - u nas niektórzy chcą go namaścić prezydentem.

I na koniec. Przyjaciółka Rodziców, dość konserwatywna Profesorka na PŁ skomentowała tłumy płaczące po Lechu: "Po śmierci Bieruta też były tłumy i też płakali".

 


środa, 12 maja 2010
Inne decyzje - inni ludzie

Pamiętam tytuł książki Janiny z Puttkamerów Żółtowskiej "Inne czasy - inni ludzie." Parafraza przyszła mi na myśl, gdy myślałem o tym wpisie.

PO zdecydowała się wystawić prof. Irenę Lipowicz jako nowego RPO. Cenię prof. Lipowicz, jako ekspertkę od prawa administracyjnego, ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że jeśli chodzi o prawa człowieka i prawa obywatela to nie jest to osoba, która przychodzi na myśl gdy myślimy RPO. Już jej poprzednik, Janusz Kochanowski zrobił wiele by zmarginalizować tę instytucję (przypomnę o nagrodzie im. Pawła Włodkowica dla sędziego Sądu Najwyższego USA Antonina Scalii, znanego ultrakonserwatysty i apologety kary śmierci). Mam obawę, że głównym kryterium nominacji był brak kontrowersyjnych poglądów prof. Lipowicz - mógł ją poprzeć Jarosław Gowin, jak i Janusz Palikot. A szkoda, że zwyciężyła koncepcja "nic nowego" - bo kandydatem był wybitny prawnik, znawca problematyki praw człowieka prof. Wojciech Sadurski. Niestety, w Polsce liczą się bardziej legitymacje partyjne - niż kompetencje. Wiedzieliśmy, że praktykuje to PiSuar. Tearz wiemy, że i PO nie jest to obce.

Szkoda, bo i od czasów prof. Ewy Łętowskiej instytucja osłabła i niejako oklapła, brak wizji tego jak ma wyglądać, czym się zajmować. Jak pisałem, dr Kochanowski jej nie pomagał, a wręcz przeciwnie - momentami ją zwyczajnie kompromitował. Obym się mylił, ale nie wydaje mi się by prof. Lipowicz tchnęła w nią nowego ducha.

Przy okazji nominacji prof. Lipowicz wspomnę o nomiancji do Sądu Najwyższego. Nowym sędzią ma zostać prof. Elena Kagan, którą pamiętam jako świetnego wykładowcę i znakomitą dziekan Harvard Law School sprzed 6 laty. Obecnie prokurator generalny, prof. Kagan będzie trzecią kobietą w ławie sędziowskiej - po raz pierwszy w historii USA w składzie tego sądu będą zasiadać trzy kobiety. Jednocześnie po raz pierwszy w jego składzie nie znajdzie się żaden protestant ani protestantka: zasiadać będzie 6 katolików (5 konserwatystów i jedna sędzia liberalna) oraz 3 Żydów (w tym 2 kobiety, wszyscy liberałowie).

Dwie decyzje - dwa różne światy i dwie różne wizje tego czym prawo powinno być.

wtorek, 11 maja 2010
Brat Jarek do boju

Wykształcenie to wspaniała rzecz. Inna sprawa, że dyplom uczelni, a nawet stanowisko profesora nie sprawia, że człowiek staje się odporny na głupotę i ciemniactwo. I nie chodzi mi bynajmniej o prof. Krasnodębskiego, albo raczej nie chodzi mi o niego tym razem.

Chodzi mi o głupoty, które opowiada prof. Staniszkis o Bracie Jarku.
Otóż jest to kandydat wspaniały, świetny, ciepły rodzinny, inteligentny. Słuchając jej wywodów mam wrażenie, że powinienem stanąć na baczność, bo mówi o WODZU przez duże "K". Oto próbka:

"Każde słowo, które mówi, jest słowem ważnym. Wszyscy się w to wsłuchują i powtarzają - mówi. Jednocześnie odpiera zarzuty, że prezes PiS milczy po tragedii. - Jarosław Kaczyński nie milczy, tylko mówi rzeczy ważne, z pewnymi przerwami"

Więc przyjrzyjmy się owemy kandydatowi. Tak naprawdę nie do końca wiemy czy kandyduje on, czy też jego zmarły brat Lech. To zresztą ciekawe, bo gdy kandydatem był Lech, to wiedzieliśmy, że tak naprawdę kandydował brat Jarek. Jego głównymi atutami zdaje być:

1) pokrewieństwo z Lechem II Kaczyńskim. Każdy kto kwestionuje jego predyspozycje kwestionuje Lecha, który jak wiemy zdaniem PiSuaru i niektórych duchownych "zginął śmiercią męczeńską." Każda krytyka brata Jarka jest więc profanacją, wojującym ateizmem, lewactwem, ubectwem etc.
2) fakt, że w kampanii brat Jarek się nie odzywa prawie w ogóle. Wszyscy wiemy, że jak tylko zaczyna mówić tym ciepłym wizjonerskim głosem, to słupki poparcia lecą na łeb na szyję. PiSuar przyjął więć najlepszą strategię: brat Jarek milczy bo ma żałobę (vide pt 1), a jak się odzywa to na wideo do Rosjan, gdzie przypomina znaną Polakom życzliwość Lecha Kaczyńskiego do ... Rosjan. Była ona większa chyba tylko od tej do Niemców.

Mam więc bardzo ciekawą kampanię: sami panowie, w 90% prawicowi. Główne skrzypce gra facet o charyźmie strzelby z którą poluje, oraz brat Jarek w wersji "kraina łagodności".

Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Bo jeśli głównym kryterium wyboru dla większości Polaków ma być pokrewieństwo z najgorszym prezydentem w historii II i III Rzeczpospoltej... to cóż...