Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
wtorek, 26 maja 2009
Polacy, Niemcy, Żydzi - czyli awantura o historię

W "Rzeczpospolitej" wywiad - moim zdaniem znakomity z dr Anną Cały, "Polacy jako Naród nie zali egzaminu". Jego główne tezy to:

- nie powinniśmy się zanadto chlubić tymi 8 tysiącami drzewek w Yad Vaschem, bo tyle samo Sprawiedliwych ma Dania;
- to nie prawda, że tylko za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci - za ukrywanie partyzantów też, a przecież partyzantów wydawano dużo rzadziej niż Żydów - dlaczego?
- dlaczego nie ma przykładu wsi albo miasta jak we Francji, któreby wzięło zbiorowo na siebie ukrywanie Żydów?
- obojętność polskiego społeczeństwa na los Żydów to pochodna endeckiego nacjonalizmu plus kościoła katolickiego, który ten antysemityzm przed wojną rozbujali.

Tekst ostry i bardzo kontrowersyjny. Ale moim zdaniem p. dr Cały stawia świetne pytania naszym ukochanym mitom np. tak wielu Polaków ratowało. Naprawdę? Tak wielu? Ciekawy jest sposób formułowania pytań przez Rzepę: "Ale to, co pani mówi, zakłada, że gdyby polski naród przyjął inną postawę, to Niemcy w Polsce nie zabiliby ani jednego Żyda. To niemożliwe." Tylko, że dr Cały tego nigdzie nie mówi. Sugeruje natomiast, że gdyby istotnie Polacy zaangażowali się w pomoc Żydom ocalonych byłoby znacznie wiecej.

Niejako na odparcie jej tez "Rzepa" drukuje wywiad z prof. Bartoszewskim. Ale wywiad ten jest delikatnie słaby, bo po pierwsze powiela nasze stereotypy, a po drugie niechcący potwierdza jej tezy. Prof. Bartoszewski przyznaje, że przed wojną endecy byli wściekle antysemiccy, ale "podczas wojny tę postawę porzucili". Naprawdę? Jedwabne i Łomżyńskie świadczy o czymś przeciwnym. Następnie prof. Bartoszewski mówi, że ukrywanie Żyda było groźniejsze, bo "nie wiadomo ile wojna mogłaby trwać" - ale przecież to samo dotyczy partyzantów - tak samo nie wiadomo było czy i kiedy wojna się zakończy, a jednak partyzantom pomagano na większą skalę niż Żydom. I na koniec jak zawsze dostajemy uspokajające nasze sumienia banały, że pogromy, szmalcownicy to był margines, że społeczeństwo zdało egzamin, i że nie mamy się czego wstydzić.

Może jest coś w tym, co pisze prof. Bartoszewski. Ale nie ukrywam, że mnie jest bliża "wrażliwość na prawdę" dr Cały. Bo jakbyśmy na to nie patrzyli, podczas II Wojny Światowej część społeczeństwa patrzyła co najmniej z apatią, jak wymordowywano inną część polskiego społeczeństwa. Relacje o księdzu z Jedwabnego, który stał i palcem nie kiwnął, gdy goniono Żydów do szopy to tragiczny obraz ludzkiego bestialstwa i obojętności.

Wolę pytania które ranią, niż frazesy, które znieczulają sumienie. A wy co o tym myślicie?