Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
piątek, 20 maja 2005
Robić się nie chce

Czytam w „Polityce” bardzo ciekawy wywaid z prof. Marią Janion. Najbardziej podobał mi się fragemnt, gdzie wspomina przy okazji pogrzebu papieża JPII zdjęcie murarzy, którzy przestali murować: „Bo nie idzie robić”. Oczywiście bardzo to wzruszające i rzewne, ale od kiedy to do nierobienia w Polsce potrzeba, aż tak doniosłego pretekstu? Przy okazji prof. Janion wyraziła swój niesmak dla Paltformy, która usiłuje łączyć i kasę i kruchtę. No cóż...

Posłanka Zyta Gilowska jest oburzona tym, że ośmielono się ją oskażyć o nepotyzm, po tym jak ustawiła na czele listy lubelskiej PO swego syna, a potem okazało się, że płaciła mu z państwowych pieniędzy za ekspertyzy prawne, bo „pewna była jego rzetelności”. W tym kontekście zatrudnienie w biurze poselskim synowej in spe, to przysłowiowy pikuś. Gilowski Junior, zapewne jako człowiek honoru deklaruje, że nie zrezygnuje, bo to by potwierdziło „zarzuty o nepotyźmie matki”. W końcu jak PO zapewniała ustami JMR „Najważniejsza jest rodzina”. I tak oto oglądamy spektakl partii, która ma „uzdrawiać polską politykę.”

Lech Kaczyński, prawy i sprawiedliwy jak zawsze, gwiżdże na prawo i ogłasza, że na Paradę Wolności nie zezwoli „bo nie.” Argumentacja prawnicza godna przyszłego Prezydenta RP, który w kółko chce coś sanować. I choć organizatorzy są sami sobie winni, że zeszłorocznej hucpy nie zaskarżyli do sądu, to budzi podziw szacunek dla prawa u Lecha II. 

Na tym tle moi brunatni ulubieńcy z LPR, MW i ich sympatycy grożący senator Szyszkowskiej za jej słabość do gejów, wyglądają jak banda tępych narodowych młokosów. A więc, na tych kim de facto są.

Patrząc na polską politykę „nie idzie robić”

środa, 11 maja 2005
Ciemno, głupio i ponuro

Właśnie przeczytałem, że z tematu maturalnego kurator oświaty usunął wyraz “kochanka” bo podobno mu się źle kojarzyło w okresie żałoby po papieżu. Zupełnie się z nim zgadzam: nie daj Boże by w okresie matury i żałoby narodowej abiturient miał kosmate myśli pisząc o kochankach w polskiej literaturze. Wystarczy Matka – Polka i Wanda, co nie chciała się oddać – oto wzory.

A dziś przeczytałem, że Polacy oburzeni podejściem Moskwy bojkotują Teatr Bolszoj, który przyjechał z występami do Polski. Znowu w 100% się zgadzam: kiedyś Armia Czerwona, dzisiaj Teatr Bolszoj dokonują inwazji Polski. A w ten sposób, nie idąc na przedstawienie wielki 40 milionowy naród z 1000 letnią historią zagra na nosie Putinowi i Puszkinowi. W końcu nazwiska obu zaczynają się na tę samą literę, no i obaj są Rosjanami (choć Puszkin był wnukiem Murzyna.)

Ciemno, głupio, ponuro i siermiężnie… Ale narodowo!