Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
czwartek, 29 kwietnia 2010
Zmierzch wpływu protestantyzmu w USA?

Ostatnio sporo miejsca w prasie amerykańskiej zajmuj fakt, że swoje przejście na emeryturę ogłosił sędzia Sądu Najwyższego John Paul Stevens. To zrozumiałe, bo amerykański sąd jest podzielony 5-4 na rzecz konserwatystów, a sędzia Stevens choć uważany za liberała uchodził za osobę która mogła czasami przekonać sędziego Kennediego do głosowania z liberałami. Jego następcę wyznaczy prezydent Obama i uważa się, że to nic nie zmieni w składzie sądu, gdyż prawie na pewno wybierze liberała.

Ale jednym z aspektów emerytury sędziego Stevensa, która wzbudza zainteresowanie jest fakt, że jest to ostatni protestant na ławie sędziowskiej. 5 konserwatystów na ławie sędziowskiej to katolicy, co odróżnia ich od katolików z lat 50 i 60 którzy byli liberałami. Na 4 liberałów jest 2 Żydów, 1 katoliczka oraz właśnie sędzia Stevens. Patrząc na typowanych jego następców, jest wielce prawdopodobne to, że po raz pierwszy w historii USA wśród sędziów USA nie zasiądzie żaden protestant.

To szokujące, jeśli weźmie się pod uwagę, że pierwszego katolika do Sądu Najwyższego mianowano dopiero w 1836 roku (Roger B. Taney - autor słynnej decyzji w sprawie Dreda Scotta), a pierwszego Żyda w 1916 (Louis Brandeis) i były całe lata, gdy na jego ławie zasiadali wyłącznie protestanci. Statystycznie najwięcej sędziów było wyznania anglikańskiego (35/109), potem reformowanego (24/109), potem unitariańskiego (10/109), katolickiego (12/109) i mojżeszowego (9/109). Trudno sobie wyobrazić historię i prawo Stanów Zjednoczonych bez takich nazwisk jak Marshall, Harlan, Taft czy największy Oliver Wendell Holmes. A jednak wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że anno domini 2010 amerykański Sąd Najwyższy nie będzie miał ani jednego protestanta!

Pytanie czy to źle? Oczywiście, szkoda mi że tak się stanie. Ale z drugiej strony nie jest dla mnie ważne wyznania kandydata, ale jego niezależność intelektualna, sędziowska polityczna. Sędzia Stevens uchodził za liberała nie dlatego, że nim był, ale dlatego, że pozostał wierny swojej wizji orzecznictwa konsytucyjnego w czasach gdy do sądu zaczęli trafiać demagodzy zasady "orginial intent" czyli sędziowie Scalia, Roberts, Alito, Kennedy. Jego najsłynniejszy fragment decyzji pochodzi z 2000 roku, gdy zdominowany przez republikańskich konserwatystów Sąd Najwyższy przynał prezydenturę Georgowi W. Bushowi - niezwykle elastycznie ineterpretując prawo. Sędzia Stevens napisał wtedy słynne słowa:

"Być może nigdy nie poznamy z całkowitą pewnością tożsamość zwycięzcy tegorocznych wyborów prezydenckich w USA, jednak bez żadnych wątpliwości możemy wskazać na tożsamość przegranego. Jest nie zaufanie obywateli do sędziów jako bezstronnych gwarantów państwa prawa."

Kilka lat później sprzeciwił się Georgowi Bushowi Juniorowi, gdy ten chciał przetrzymywać osoby bez nakazu sądowego w nieskończoność - zdołał wtedy do swojej decyzji przkonać większość sędziów i administracja Busha Juniora musiała zacząć przygotowywać procesy oskarżonych w współpracę z Al Kaidą.

Mam nadzieję, że jego następca będzie kontynuował jego linię orzecznictwa zarówno w sferze swobód obywatelskich, jak i w sferze ochrony państwa prawa przed zakusami neokonserwatystów, wielkich korporacji i administracji prezydenckiej. Jeśli okaże się nim protestant - świetnie. Jeśli nie, nic wielkiego się nie stanie.

W końcu dla nas reformowanych liczy się proces i wynik - a nie tylko środek.

wtorek, 27 kwietnia 2010
Wybory 2010 - przegląd kandydatów

Znamy już nazwiska (i imiona) kandydatów na Prezydenta RP. Przedstawiam swoją listę, mocno subiektywną, pomijam oczywiście kandydatów kabaretowych.

1. Brat Jarosław - Jego głównym atutem jest to, że jest bratem zmarłego prezydenta. Dziś dowiedzieliśmy się, że kandyduje by dochować JEMU wierności. Nie wiedzieć czemu, to przywiązanie musimy i my podzielać. A tak poważnie - przynajmniej teraz kandyduje ten bliźniak, który podejmował decyzje.

2. Bronisław hr. Komorowski - miły, sympatyczny, konserwatywny ziemianin. Uważa, że sportem jest polowanie i zabijanie zwierząt. Prezydent na miarę PO dziś.

3. Grzegorz Napieralski - polski Zapatero, potem polski Obama, a teraz no właśnie... Facet, który zaprosił do SLD z powrotem "Józka" i "Leszka". A w sondażach i tak nie drgnęło. No, chyba że  z obrzydzenia.

4. Waldemar Pawlak - idealny reprezentant polskiego chłopstwa. Będzie gwarancję tego, że KRUSU się i tak nie ruszy. Lepiej ciąć wydatki na edukację i badania naukowe.

5. Andrzej Olechowski -  no właśnie? Co on chce zaprezentować?

Moim jedynym pocieszeniem jest to, że na razie z tego co wiem żaden z kandydatów nie planuje ślubu kościelnego podczas kampanii.

Prawicowo, konserwatywnie, nudno.  Jaki kraj - taka polityka.

piątek, 16 kwietnia 2010
Obłęd żałoby narodowej

Żałoba narodowa zaczyna już chyba niektórym szkodzić. Psychicznie. Nie chodzi nawet tylko o samą długość jej trwania, ale też fakt, że media od tygodnia nie pokazują niczego innego. Możnaby przypuścić, że świat zatrzymał się w miejscu i czeka grzecznie aż Polacy się pozbierają. Co mogłoby przecież trwać w nieskończoność. Trzeba było dopiero erupcji wulkanu by, pierwsza od tygodnia wiadomość ze świata przebiła się do Polskich mediów.

Wszystko to sprawia, że ludzie zwyczajnie tracą rozum i zdrowy rozsądek. Oto próbka kilku zachowań z ostatnich kilku dni:

- Sędzia w Opolu nie wydał wyroku "Bo jest żałoba narodowa." Podejrzewam, że sędzia jest leniem i mu się nie chciało wydać wyroku, ale jest też możliwość, że ma wrażliwe i delikatne sumienie. Either way, nie powinien orzekać jako sędzia.

- Katarzyna Kolenda - Zaleska błysnęła myślą, by w ramach zgody narodowej wystawić "jednego kandydata na prezydenta." Proponuję wybrać kardynała Dziwisza, a zamiast wyborów paralmentarnych zorganizować głosowanie na jedną listę i to bez skreśleń. Np. PiSu. W ramach zgody narodowej.

- Karydnał Dziwisz, którego chęć posiadania jakiejś relikwii na Wawelu sprawiła, że mamy tam ruchomy pomnik Jana Pawła II oraz Lech Kaczyński będzie pochowany w przedsionku krypty.

- Tomasz Terlikowski, który każe nam odczytywać tragedię Smoleńską przez pryzmat Miłosierdzia Bożego i walki z laicką Europą.

- skądinąd mądry dziennikarz GW, który wywiad z o. Maciejem Ziębą zaczyna od pytania "Jak teraz żyć." Nie jestem tak uduchowiony, jak o. Zięba zacząłbym więc od prozaicznych porad: oddychać, odżywiać się regularnie i zdrowo, ćwiczyć, etc.

Jeśli znacie jakieś inne absudry związane z żałobą narodową, dajcie znać. Mam wrażenie moglibyśmy napisać powieść "Głupota w czasie żałoby."

środa, 14 kwietnia 2010
Kardynałowi i J.Kaczyńskiemu - podziękowania

Należą się podziękowania.

Jarosławowi Kaczyńskiemu, że po raz kolejny użył nas wszystkich, i swego brata do tego, by zaspokoić swoje ambicje polityczne. W ciągu niecałych 72 godzin udało mu się skutecznie skłócić Polaków i zakończyć okres żałoby narodowej. Bo musiał wiedzieć, że Wawel podzieli społeczeństwo. I musiał sobie zdawać z tego, że nie każdy widzi jego Ś.P. jako osobę tej rangi co Piłsudski czy Kazimierz Wielki.

Biskupowi Dziwiszowi należą się podziękowania za to, że raz jeszcze nam wszystkim przypomniał nasze miejsce w szeregu. Możemy sobie myśleć i mówić co chcemy, ale najważniejsze decyzje podejmuje i tak niewybrany przez nikogo kardynał w porozumieniu z wąską grupą osób. Miło usłyszeć z ust p.o. prezydenta, że władze państwowe, choć katedrę wawelską utrzymują to nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia. Choć kardynałowi Dziwiszowi daleko do księcia biskupa Sapiehy, to warto wiedzieć, że może postępować tak samo samowolnie i z lekceważeniem opinii publicznej. I nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, że "ta decyzja nie może dzielić." Dzieli, księże kardynale - i to ksiądz kardynał za to ponosi odpowiedzialność.

Pozostają nam pytania na przyszłość: Czy teraz każdy prezydent będzie chowany na Wawelu? Ateista, Protestant i Żyd? Każdy będzie chowany z małżonką? A co jeśli trafi się na prezydent gej - jego partnera też tam pochowamy? A jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań jest negatywna, to dlaczego nie?

Przykro mi to pisać, ale dla mnie okres żałoby się skończył. Znów wróciło dzielenie społeczeństwa na "patriotów" (min. Duda, Kowal) i na tych "nie patriotycznych." I ten powrót do normalności zawdzięczamy Jarosławowi Kaczyńskiemu i Kardynałowi Dziwiszowi.

Dziękuję Panowie. Naprawdę.

wtorek, 13 kwietnia 2010
Pogrzeb na Wawelu? Czyli polski brak umiarkowania

Prawdę pisząc, siadam do pisania tych słów z pewnym niepokojem. Niepokojem, że jak zawsze u nas w dyskursie zadziałają emocje, a nie logika i trzeźwe myślenie. Jesteśmy bowiem narodem braku umiarkowania.

Chciałbym na wstępie napisać, że i ja obchodzę żałobę narodową. Choć nigdy nie głosowałem na PiS ani na Lecha Kaczyńskiego, to sam płakałem w sobotę na wieść o katastrofie. Płakałem też gdy oglądałem w amerykańskiej telewizji zdjęcia z przewieznia trumny do Pałacu Namiestnikowskiego. I mnie zatem dotyka ta żałoba narodowa, i sam modlę się za rodziny ofiar.

Ale dziś czytam, że oto Lech Kaczyński i jego małżonka mają spocząć na Wawelu. I tutaj powoli wyłamuję się z żałoby narodowej. Przy całym szacunku dla zmarłego Prezydenta i szczerej sympatii do zmarłej Pani Prezydnetowej, to nie jest właściwe miejsce na ich grobowiec. Na Wawelu chowamy największych, najbardziej zasłużonych dla dziejów kraju Polaków, gdyż jest to nekropolia królewska. Przypominam, że nawet ostatniemu królowi Polski odmówiliśmy prawa bycia pogrzebanym w tej nekropolii.

Lech Kaczyński zginął tragiczną śmiercią, która jak chyba wszczyscy chciałbym, żeby się nie wydarzyła. O zmarłych się w Polsce źle nie mówi, ale nie ma powodu, by ich od razu kanonizować. Lech Kaczyński był prezydentem wyrazistym, uczciwym, konsekwentnym - ale też i co wszyscy wiemy bardzo dobrze był też i prezydentem kontrowersyjnym. Moim zdaniem tragedia i symbolika jego śmierci, którą rozumiem i podzielam, nie powinna nam zasłaniać faktu, że przy całym dla Niego szacunku, nie był postacią na tyle wybitną w skali polskiej historii, żeby spocząć na Wawelu.

Należy bezwzględnie oddać hołd zmarłemu Prezydentowi Kaczyńskiemu i jego małżonce. Należy bezwzględnie pochować ich w miejscu godnym głowy państwa: katedrze warszawskiej albo Świątyni Opatrzności Bożej, gdzie ma też zresztą spocząć prezydent Ryszard Kaczorowski. Warszawa, którą darzył tak szczerym uczuciem jest miejscem zdecydowanie odpowiedniejszym niż Wawel.


Naprawdę, nie pozwólmy żeby znów zwyciężyły nawet naszlachetniejsze emocje i patos nad zdrowym rozsądkiem. Warszawa - nie Wawel.

sobota, 10 kwietnia 2010
Katyń 2010
Swoją dzisiejszą notkę, pierwszą po kilku tygodniach milczenia chciałem zacząć od czegoś zupełnie innego. Ale stało się. w tragicznym wypadku, zginął Prezydent RP z małżonką, RPO, politycy generałowie, duchowni, zwykli ludzie. Zapewne z czasem nadejdzie czas wyjaśnień tragedii i prób rekonsktrukcji tego co się stało.

Dziś, choć nigdy nie ukrywałem wielkiego dystansu do Lecha Kaczyńskiego, sam jestem w żałobie za oceanem i w solidarności z Polakami w kraju i z rodzinami ofiar, które są w moich modlitwach. Jako Polak jestem niezwykle wdzięczny prezydentowi Rosji Miedwiediewowi za jego klasę, słowa współczucia i ludzką i sąsiedzką solidarność w obliczu tej tragedii.

Raz jeszcze nam wszystkim pozostaje zatrzymać się i zastanowić na kruchością ludzkiego życia, która dotyka nas wszystkich. A także postawić sobie pytanie, czy naprawdę trzeba ludzkiej tragedii, byśmy dostrzegli w tych "innych" naszych braci i siostry w tej pielgrzymce na tej ziemii.