Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
niedziela, 27 kwietnia 2008
Cejrowski i Wierzejski

Czy kogoś doprawdy interesuje to, gdzie wyprowadza się Cejrowski? No, może oprócz tego, że wyjeżdża z kraju...

Ale czy to naprawdę jest news na skalę krajową, że zakompleksiony homofob, rasista, który prowadził programy o stopniu intelektualnym na poziomie wiadra, wyjeżdża i muszę o tym czytać przez kilka dni z rzędu? W dodatku dodam, że już po kilku dniach okazało się, że WC Kowboj sam nie wie, co mówi?

Cejrowski, Cejrowskim, ale potem prasa rozpisywała się o reakcji na ten krok Wierzejskiego. Jakby ktoś czytał jego głupi blog, by mieć inetektualną strawę (zazwyczaj komentarze to stek inwektyw pod adresem autor). Więc, GW i inne gazety postanowił na wsiej słuczaj cytować go in extenso. Pytam: po co?

Dlaczego ciągle fascynuje nas to co ma do powiedzenia nawiedzona prawica i coś a la neofaszyści, choć obydwaj panowie są moim skromnym zdaniem przypadkami klinicznymi?

Czy nie lepiej na obu panów spuścić litościwą zasłonę milczenia?

środa, 23 kwietnia 2008
Dwoje gości na teologii w Yale

W ciągu ostatnich dwóch dni mieliśmy dwóch gości na Yale Divinity School.

Pierwszą była znana żydowska terapeutka i seksuolożka prof. Ruth Westheimer. To, co ona mówiła o seksie w tradycji żydowskiej było bardzo, ale to bardzo ciekawe. Ale najciekawsze było to co nam powiedziała na koniec: że jako do duchownych, będą do nas przychodzili ludzie ze swoimi problemami seksualnymi. I że w takich sprawach powinniśmy uniknąć pychy bycia terapeutami, ale skierować ich do specjalistów, w miarę możliwości zaprzyjaźnionych i kompetentnych. Największą szkodą, zdaniem prof. Westheimer, jest duchowny, który używa swojej religii by radzić w sprawach seksu, na czy zazwyczaj się zupełnie nie zna.

Ciekawe prawda?

Dzisiaj zaś zupełnie przypadkiem poszedłem na spotkanie z republikańskim kongresmenem Mickeyem Edwardsem, który mówił o prawdziwym konserwatyzmie, który ma mało wspólnegoz religijną prawicą. I niejako w podscirptum to wypowiedzi Gowina i Zolla dodał, że w świeckim państwie urzędnik, który sprawuje urząd po to, by szerzyć zasady swojej religii jest urzędnikiem czy prawnikiem skrajnie niekompetentnym. W świeckim pranstwie powinno stosować się świeckie, neutralne wyznaniowo prawo, życie prywatne pozostawiając obywatelom, ich sumieniom i wyznawanym i praktykowanym przez nich wartościom.

Znowu, ciekawe prawda?

wtorek, 22 kwietnia 2008
Gowin jak Kaczyński

Jeśli ktoś miał jakiekolwiek złudzenia, że PO to partia liberalna, po ostatnich wypowiedziach Jarosława Gowina powinien je stracić. Wczoraj w radio powiedział, że "patologie jak pedofilia zdarzają się głównie w związkach nieformalnych" i stąd in vitro powinno być dopuszczone tylko dla par małżeńskich. Na pytanie Moniki Olejnik, czy pary żyjące bez ślubu mogą mieć prawo do in vitro odpowiedział, że nie, bo przecież "nic nie stoi na przeszkodzie by wzięły ślub."


Jakby tego było mało wtórował mu prof. Andrzej Zoll, który od kilku lat wziął na siebie to, by katolicką naukę społeczną prezentować jako jedynie obowiązującą wykładnię konsytucji i też powiedział, że in vitro powinno być dostępne tylko dla małżeństw. Na szczęście zachował na tyle trzeźwości rozumu, by dodać, że nie są mu znane badania mówiące o tym, że do pedofilii dochodzi w związkach nieformalnych.

Wypowiedź prof. Gowina, oprócz tego że jest zwyczajnie głupia (nie ma bowim takich badań, które by jego tezę potwierdzały, sam zresztą "nie pamiętał" nazwy żadnych z nich), jest też zwyczajenie niebezpieczna.

Niebezpieczna po pierwsze dlatego, że prof. Gowin stoi na czele komisji, która ma wypracować projekt ustawy o in vitro. Nadreprezentacja środowisk katolickich w tej komisji jest już i tak duża - teraz okazuje się, że "liberalny" minister uważa za stosowne narzucać swoje religijne poglądy jako "prawdę obiektywną". Już dzięki prof. Zollowi (m.in.) w Polsce zdelegalizowano aborcję. Zachodzi obawa, że komisja w której mają większość konserwatywni obyczajowo mężczyźni, zechce nas obdarzyć kolejnym "kompromisem", a la aborcyjny Już go widzę: in vitro będzie dopuszczalne tylko dla małżeństw, a Kościół zgodzi się łaskawie, by państwo refudowało to także małżeństwom świeckim.

Po drugie, zdanie profesora Gowina jest niebezpieczne, bo liberalny rzekomo rząd chce się wtrącać do życia prywatnego obywateli. Jeśli para chce żyć ze sobą w Polsce bez ślubu (i ergo całej masy przywilejów podatkowych i ustawowych) - to ich prawo. Państwu nic do tego. Państwo nie może uzależniać dostępu do leczenia choroby, jaką jest niepłodnośc, od zawarcia związku małżeńskiego. To tak, jakby uzależniać leczenie raka pewną metodą od tego, czy się jest katolikiem albo kalwinistą, żądając konwersji w tę lub w drugą stronę.

To, że prof. Gowin i Zoll uważają, że in vitro może być dostępne tylko dla małżeństw - świetnie - to ich prawo. Ale w tej komisji mają reprezentować wszystkich Polaków, a nie tylko hetereosekualnych, zamożnych, żonatych mężczyzn, konserwatywnych obyczajowo i liberalnych gospodarczo, którzy marzą o powrocie do małżeństwa z czasów wiktoriańskich. Jeśli ich religijne poglądy nie pozwalają zostawić kościelnego nauczania społecznego, powinni zrezygnować z pełnionych przez siebie funkcji.

Niepłodność jest chorobą, a dostępność leczenia nie powinna być uzależniona od ugięcia się wobec szantażu prawnego przygotowanego przez państwo piórem nawet wybitnych prawników (Zoll) czy inne osoby. W innym przypadku będziemy mieć do czynienia z kolejną formą pełzającego państwa kościelnego.

Jeśli w rządzie PiSu obawialiśmy się twradej ręki ojca dyrektora, to w rządzie PO obawiam się ręki biskupa Pieronka w rękawiczce. Dla osób nie podzielających poglądy tych dwóch panów - różnica jest tylko w formie, a nie w treści.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008
Spis lektur

Trwa kolejna awantura o lektury w polskiej szkole. Ja do dziś pamiętam, że IV klasa liceum to był nie kończący się horror książek o koszmarze II Wojny Światowej. Wcześniej obowiązkowy kanon Sienkiewiczowskiej Trylogii, o której pisał tak pięknie Gombrowicz. Do dzisiaj pamiętam moje zdumienie, że nie czytaliśmy prawie żadnej literatury obcojęzycznej, bo nie było czasu - museliśmy szukać Heleny i próbować zdobyć miłość dość dennej Olenki.


I stąd mój wpis - jakie byście lektury dopisali do kanonu w liceum. Jakie na 100% byście wyrzucili? Dlaczego? Oto mój mały i niepełny spis:

+ Dodać

"Noce i Dnie" - może pierwsze 2 tomy. Moim zdaniem najlepsza polska powieść, żywe, nie plastikowe osobowości z neutrotyczną Barbarą Niechic w roli głównej.

"Łuk Truiumfalny" albo "Na Zachodzie bez zmian" - świetne choć smutne ksiązki, uodparniają na nacjonalizmy.

"Ziemia Obiecana"

"Początek" Szczypiorskiego"

"Quo Vadis" dzieło Sienkiewicza, gdzie bohaterowie nie mają konstrukcji wiadra: dobry Polak, zły inny

"Na wschód od Edenu" Steinbecka - świetna proza

"Duma i Uprzedzenie" - bez komentarza

"Pożegnanie z Afryką"- o miłości, przyrodzie, przemijaniu i tęsknocie

"Miłość w czasie zarazy"

"Hańba" - Coetzee. Nielekkie, ale na czasie

- Do wywalenia

"Trylogia"

"Siłaczka"

"Pamiętnik z Powstania"

A co wy byście dodali/odjęli?
sobota, 19 kwietnia 2008
Kara śmierci

W minioną środę Sąd Najwyższy USA uznał, że kara śmierci nie jest nieludzkim i okrutnym tarktowaniem. A przynajmniej taka stosowana przez zastrzyk trucizną.

Śmiertelny zastrzyk to nowa moda, bo do lat 90-tych. dominowało krzesło elektryczne. Zrezygnowano z niego, gdy w niektórych stanach zamiast porazić prądem skazani palili się żywcem, albo gotowano żywcem ich mózgi. Po jednej z takich egzekucji jeden z widzów powiedział, że stał się przeciwnikiem kary śmierci.

Za środowym orzeczeniem głosowało 7 sędziów, choć zdanie główne miało tylko 3 sędziów, a pozostali 4 sędziowie załączyli zdania odrębne. Dwaj sędziowie nie zgodzili się z większością, zaś jeden który poprał zdanie głowne, stwierdził, że zaczyna przychylać się do stanowiska, że kara śmierci jest niekonsytucyjna.

Dlaczego o tym piszę? Otóż cała 5 sędziów rzymskokatolickich uznała, że kara śmierci jest OK. Większośc z nich jest także przeciwna aborcji. Czyli jak mawia mój Tata: są za świętością życia od naturalnego poczęcia do naturlanej kary śmierci.

Dlaczego o tym piszę? Otóż, jaka fundamentalna zmiana zaszła od czasów sędziego Brennana, który był rzymskim katolikiem i w latch 60. i 70. stał na czele libralów Sądu Najwyższego i razem z sędzią Blacknunnem opowiedzieli się za prawem kobiet do wyboru, za ograniczeniem kary śmierci etc.

Ot tempora, o mores!

piątek, 18 kwietnia 2008
Plagiat, pół-prawda i etyka

Jakieś dwa lata temu napisałem artykuł o ewangelikach reformowanych w Gdańsku dla Jednoty ( www.jednota.pl ). Napisał wtedy do mnie niejaki pastor Bartosik z Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku, fundamentalistycznej misji kalwinistów z USA, czy może wykorzystać mój tekst na ich stronie internetowej. Odpowiedziałem, że ze względu na prezentowane przez siebie poglądy na temat ordynacji kobiet, Biblii, gejów, kreacjonizmu- nie, nie może.

Kilka tygodni temu jego kolega w urzędzie z Wrocławia (jak na fundamentalistycznego kalwińskiego pastora coś podejrzani lubi katolickie koloratki) podał ten oto mój, jako przykład totalnego zepsucia KER i dlaczego współpraca z nami nie jest możliwa. Przyznam, że byłem wzruszony przypisaną mi mocą sprawczą, a także komplementem, że tyle mnie różni od tego towarzystwa.

Okazuje się, że jednak współpraca jest możliwa... No, może nie współpraca, ale hmmm, plagiacik.
Oto link do artykułu o kalwinizmie w Gdańsku:

http://www.ekumenizm.pl/content/article/20080417230718151.htm#comments

i z niego wyjęte zdanie autorstwa pastora Bartosika:

"Warto wspomnieć, że zasłużona dla Gdańska i jego kultury holenderska rodzina Uphagenów, która przybyła do miasta w 1945 r., również była dość mocno zaangażowania z życie Kościoła Reformowanego."

Cudnie, gdyby nie to, że w moim artykule z 2006 roku, to zdanie brzmiało:

"Holenderskiego pochodzenia była także zasłużona dla Gdańska i jego kultury rodzina Uphagenów, która od przybycia do miasta do 1945 r. aktywnie działała w kościele reformowanym."

http://www.jednota.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=450&Itemid=65 

Artykuł pastora Bartosika, zawiera także jeden błąd merytoryczny, który popełniłem w swoim artykule z 2006 roku i który, jakoś dziwnie nie został sprostowany w dziele jego autorstwa.

Palgiat to nie tylko żywcem przepisanie cudzego tekstu, ale także obróbka cudzego tekstu przy zerowym albo znikomym własnym wkładzie intelektualnym.

Wniosek?

Okazuje się, że ani przywiązanie do Kanonów z Dort, ani wielbienie "Katechizmu Heidelberskiego", ani pograda dla liberałów i nasze totalne zepsucie, nie uchronią nas przed "moralnością" "prawdziwych kalwinistów".

Pastorowi Bartosikowi przyznam jedno: potrzeba zdolności na miarę radzieckiej „Prawdy”, by pisać o “kalwinistach” w 1945 roku i wcześniej i ani słowem nie zająknąć się o tym, że bynajmniej nie ma on z nimi nic wspólnego historycznie i organizacyjnie. Ot, KER zniknął, niczym Trocki ze zdjęcia z Leninem…   

Ewangelicznemu Kościołowi Reformowanemu gratuluję historyków, pastorów, a w szczególności etyki.

I przy okazji wiem dlaczego jestem liberalnym kalwinistą - przynajmniej nie muszę czerpać z cudzego dorobku intelektualnego.

środa, 16 kwietnia 2008
Biedny Hołowczyc


Krzysztof Hołowczyc rezygnuje z udziału w sztafecie. Dlaczego? "Bo został poddany presji"


Straszne.

Krzysztof Hołowczyc protestuje przeciwko łączeniu polityki ze sportem. On chciałby biec w sztafecie i udawać, że w tej chwili liczy się tylko sport. Bo sport łączy ludzi a nie dzieli. I tak powinno być. I całą zabawę psują mu Tybetańczycy, Darfurczycy i więźniowie polityczni, którzy mają na tyle samolubne instynkty, że na czas Olimpiady nie chcę ginąć w spokoju i ze zrezygnowaniem i w ten sposób umożliwić Hołowczycowi bieg w sztafecie. Sztafecie poza tym światem, gdzie liczy się sport i tylko sport.

Hołowczyc ma rację, że nie on decydował o przyznaniu olimpiady Chinom. To prawda. Ale czy protestował wtedy, gdy taka propozycja w ogóle padła? Zaiste MKOL i Hołowczyc, mają pretensję, że nie pozwala im się udawać Dziewiczą Westalkę, gdy samemu zrobili wszystko by tę cnotę stracić.

Hołowczyc nie musi rezygnować - może biec w sztafecie olimpijskiej. Jeśli chce biec - niech biegnie. To jego wybór. Ale nie ma prawa wymagać od nas, byśmy nie psuli mu zabawy przypominając, że jego "sponsor" wspomaga ludobójstwo kulturalne w Tybecie i ludzkie w Darfurze. W przecwieństwie do Krzysztofa Hołowczyca, nie żyjemy bowiem w świecie Dziewiczych Westalek.

W skrócie: ty sam odpowiadasz za swoje decyzje. Nie zwalaj tej odpowiedzialności na innych, bo wygląda to żałośnie.

sobota, 12 kwietnia 2008
Lewica, demokraci i kościół
Od jakiegoś tygodnia trwa nagonka na Wojciecha Olejniczaka za jego rozwód z Demokratami. Wszyscy zarzucają mu chamstwo, lewicowe nawiedzenie etc. Ponieważ na ten temat wypowiadają sie aboslutnie wszyscy, postanowiłem i ja dorzucić swoje trzy grosze.

1. Nie jestem zachwycony sposobem rozstania - był wręcz ordynarny. Nie rozstaje się z kolegami za pomocą mediów. By jednak być obiektywnym, należy przypomnieć, że to sami Demokraci rozpoczęli demontaż, gdy ustami prof. Geremka spekulowali, że wo wyborów pójdą z PO - co ciekawe, nie skonsultowawszy tego z PO. W pewien sposób zatem ponoszą konsekwencje swojej głupoty. Nie zmienia to w niczym faktu, że piękny Wojtek pod względem kindersztuby zrobił wielki krok w kierunki PiSuaru.

2. Wszyscy mówią, że w Polsce partia lewicowa nie ma szansy. Doprawdy? A kiedyż to ostatnio taką mieliśmy? Bo nie była to przecież SLD ze spasioną twarzą Kalisza i Czarzastego? O Millerze nie wspomnę. Od 1989 SLD robiło wysztsko by iść na rękę Kościołowi, byleby zapewnić elekcję Kwaśniewskiemu. Gdy to się stało, pomysł na SLD się wypalił, a my zostaliśmy, z konkordatem, z "kompromisem aborcyjnym" i z konsytucją, która definiuje małżeństwo jako związek samiczki i samczyka - dla ułatwienia dodam, że w 1992 roku RPA przyjęła, nowoczesną, postępową konstytucję z prawami społecznymi i socjalnymi, z zakazem dyskryminacji. My też mogliśmy, ale SLD nie chciało stawiać się biskupom, którym wszystko się źle kojarzyło. No, z wyjątkiem państwa wyznaniowego.

3. Wielu z moich znajomych czeka na partię liberalną obyczajowo i ideologicznie jak kania dżdżu. Czeka, a takiej nie ma. Demokraci, a wcześniej UW taką partią nigdy nie było. Z jednej strony deklarowało centrowość, ale za każdym razem posłowie i posłanki musieli głosować "zgodnie z sumieniem". Szanuje wolność sumienia, ale tutaj ich wolność przekładała się na przymus innych. Skoro sumienie nie pozwalało im być za prawem do wyboru, za świeckością państwa, za rozdziałem państwa od Kościoła, to trzeba było się angażować w Kluby Inteligencji Katolickiej, a nie w politykę. A tak, zamiast wyborców reprezentowali swoje sumienia. I stąd mamy konkordat, religię w szkole i na maturze, i zakaz edukacji sekusalnej bo ta deprawuje dzieci.

4. Polska scena polityczna jest totalną aberracją. Wszystkie partie deklarują "konserwatywność obyczajową" (nawet nieszczęsny piękny Wojtuś), a media zdominowali panowie, którzy po 2 lub 3 małżeństwie są takimi koneserami, że nie mówią o niczym innym niż o "ochronie małżeństwa". Oczywiście nie swojego pierwszego... Partii lewicowej albo partii postępowej nie widać i ja nie mam na kogo głosować. Może więc dajmy szansę Wojtusiowi? A nóż Polacy zaskoczą ekspertów typu JM Rokitę czy braci Mniejszych?

Powiem tak: gdy w stolicy 75% ślubów to śluby cywilne, czas partii "konserwatywnych obyczajowo i liberalnych gospodarczo" się kończy. I nie tylko dlatego, że córka Donalda Tuska dorosła i spojrzała z polskiego za... w świat...

A co wy myślicie?

wtorek, 08 kwietnia 2008
Olimpijskie logo


Wzięte z blogu ALKUDA, bardzo dobre:

Logo nr 1



Logo nr. 2:



Logo nr. 3:



Na razie tyle.

Dla tych z was, którch ciekawi, co porabiam w Yale polecam:

http://kazinyale.blox.edu

poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Znicz olimpijski


Oglądam zdjęcia z Paryża i Londynu, gdzie znicz olimpijski, symbol pokoju, pojednania i solidarności, jest choroniony przez kordony policji i tajnych agentów chińskich, tylko dlatego, że kilka lat temu paru tuzów z MKOLu (np. nasza Irena Szewińska) uważało, że to świetny pomysł, by igrzyska olimpijskie urządzić w Chinach. Równie dobrze moża było je urządzać w Iranie, Sudanie albo Arabii Saudyjskiej - to kraje równie oddane ideom praw człowieka, pokoju i pojednania.


Nie rozumiem jednego - jak to się stało, że dalismy się wmanewrować w sytuację, gdy policja demokratycznych krajów współpracuje z chińską bezpieką, a znicz olimpijski stał się symbolem hańby, protestów i cyznizmu?

Moim zdaniem igrzyska olipmpijskie w Pekinie należy odwołać i tyle. Żaden bojkot nic nie da, podobnie jak szumne deklaracje wstążek poparcia... Tak oto zaczęliśmy XXI wiek od chyba najbardziej obrzydliwych igrzysk od czasów tych z Moskwy w 1980 roku.

PS Mój Kościół wypowiedział się na wczorajszym Synodzie w sprawie Tybetu. Może nie jest to oświadczenie na tyle rewolucyjne i radykalne jakbym chciał, ale jest: pamiętamy i prosimy o pokój. Taki prawdziwy, a nie ten dzisiejszy olimpijski...

http://www.reformowani.pl/index.php?option=com_contnt&task=view&id=72&Itemid=32

 
1 , 2