Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
wtorek, 15 grudnia 2009
Piesiewicz, koka i Q...

Senator Piesiewicz w swoim wolnym czasie, we własnym mieszkaniu postanowił się ubrać w sukienkę usztyną z obrusa z Cepeli, wciągnąć troszkę koki i pobawić się z paniami spod znaku Q. Panie te, o dziwo, okazały się kobietami z artystycznym impresariatem, który zaporoponował senatorowi Piesiewiczowi stały sponsoring artystek. Senator najpierw opłacił, ale potem doszedł do wniosku, że jego wizja artytstyczna rozwoju pań, a ich, to niebo i ziemia i chciał rozwiązać umowę. Resztę znamy.

OK. Koniec żartów.

Poważnie, to oczywiście nie podoba mi się, że senator Piesiewicz lubi narkotyki i prostytutki. Ma żonę, i nawet jeśli jest z nią w separacji to jest ona jego żoną. Od tego są rozwody (jeszce dostępne w Polsce) by związki takie kończyć. Ale prawdą jest też to, że senator ćpał i korzystał z usług w swoim własnym domu, we własnym czasie i za własne pieniądze. Nie krzywdził nikogo oprócz siebie samego (no i tak naprawdę te panie, ale to na inną bajkę). Nie rozumiem dlaczego wszyscy na niego nagle wskoczyli, choć kilka lat temu bez problemu łyknęliśmy bajeczkę o doskonałej rodzinie Lecha II Kaczki i jego córki i zięcia.

Jeśli uważacie, że senator Piesiewicz się skompromitował albo was oszukał, to nie głosujcie na niego w najbliższych wyborach - ja bym nie głosował, ale dlatego, że wiem jak destrukcyjne są i narkotyki i prostytucja - nie dla senatora Piesiewicza, ale dla kobiet i farmerów koki. Ale jeśli życie prywatne polityka nie ma dla was znaczenia - to zostawmy tę sprawę w spokoju.

I jeżeli chcemy się pozbyć senatora, to proponuje prof. Legutkę z Wrocławia. Gdy uczniowie jednego z liceów chcieli rozpocząc dyskusję o krzyżach w klasie - nazwał ich "rozwydrzonymi gówniarzami" i sugerował ukaranie. Za co? Za to, że wzięli na serio banały o państwie jako o dobru wspólnym, za to że chcieli się zaangażować w społeczeństwo obywatelskie. Ale nie tak jakby chciał prof. Legutko, więc są rozwydrzonymi bachorami.

Może jestem dziwny, ale dla mnie dużo bardziej destrukcyjna dla życia publicznego jest postawa profesora Legutki niż głupota senatora Piesiewicza.
 
czwartek, 10 grudnia 2009
Szacun dla Benedykta XVI

To dość ciekawa notka. Do papieża Benedykta XVI mam bowiem stosunek mocno mieszany. Z jednej strony jest to wielki i tegi umysł teologiczny. Czytać jego książki czy np. Deus est Caritas, to prawdziwa przyjemność. Z drugiej strony, baaaaardzo często się z nim nie zgadzam, a jego wypowiedzi na tematy społeczne zwykle doprowadzają mnie do rozpaczy.

Ale ostatnio wypowiedział się na pewien temat, gdzie mnie pozytywnie zaskoczył. A chodziło o .... transseksualistów!

Nie wiem czy czytaliście, ale gubernator Lacjum oprócz żony lubił zabawiać się z transseksualnymi prostytutkami. Prasa to wykryła, podała ich tożsamość i bezlitośnie eksploatowała ten wątek, aż gubernator uciekł do klasztoru na rekolekcja i sprawa stała się nieciekawa. Tymczasem jeden z jego kochanków - przytłoczony całą aferą zdaje się popełnił samobójstwo.

Eneter B16. Nazwał sposób potraktowania transseksualistów "obrzydliwym wykorzystaniem ich przez media" oraz zwrócił uwagę, że starają się oni być niewidzialnymi i realizować "bez rozgłosu ewangeliczne prawo miłości."

Jestem pod wrażeniem. Każdy kto miał kiedykolwiek styczność z transseksualistami wie, jak ciężkie jest ich życie codzienne. I z iloma problemami muszą się zmagać: osobistymi, społecznymi, psychicznymi, zawodowymi. Z tego co czytałem, owego trans-partnera media wykorzystały i zaszczuły. Nigdy nie przypuszczałem, że w jego obronie stanie Benedykt XVI. To uczy trochę pokory i by nie szufladkować ludzi.

Brawo Benedykt XVI!

czwartek, 03 grudnia 2009
Wkurzony liberalny kalwin

Jestem dziś wkurzony. I to bardzo

Po pierwsze polski Trybunał Konstytucyjny po raz kolejny schował głowę w piasek i uznał, że wliczanie oceny z religii do średniej jest konstytucyjne. To, że jest to de facto środek nacisku na uczęszczanie na religię - to dla naszych konsytutcyjnych sędziów pikuś. Zresztą TK sam przyznał, że to jest fakt, ale dodał, że to nie jest jego problem. Otoż drodzy sędziowie - to JEST wasz problem. Waszym zadaniem, jak strażników Konsytytucji jest baczenie, by właśnie za pomocą takich "niewinnych" aktów prawnych państwo nie pozwalało przez przemilczenie albo przymknięcie oka, na dyskryminację. I niestety, wczoraj, nie poraz pierwszy zresztą gdy chodzi o relacje państwo-kościoł, nie stanęliście na wysokości zadania. Chylę czoło przed sędzią Łętowską, która jako jedyna zgłosiła votum separatum. I mam nadzieję, że niedługo Trybunał w Sztrasburgu zajmie się tą sprawą, tak, jak na to zasługuje. Polskich sędziów bowiem neutralność wyznaniowa państwa jednak przerasta.

I po drugie: dzisiaj senat stanu Nowy Jork odrzucił małżeństwa jednopłciowe stosunkiem głosów 38-24. Znów zwyciężyła ciemnota, bigoteria i homofobia. W jej świętowaniu podali sobie ręce katoliccy biskupi i ewangelikałowie.  Na szczęście niektórzy mieli tyle przyzwoitości, że głosowali za równym traktowaniem przez świeckie prawo - np. wszyscy Żydzi i 7 z 10 kobiet w Senacie głosowało ZA. Ładnie wypowiadała się pewna senatorka: "Jestem Żydówką, jestem kobietą, więc wiem co to jest dyskryminacja. Moja religia każe mi głosować za małżeństwami jednopłciowymi."

Ja jednak wklejam poniżej wypowiedź senator Diane Saviono - super mądra, zabawna i wyważona



Nie mam wątpliwości, że w ciągu najbliższych 10 lat, liczba państw gdzie dyskryminacja i uświęcona religią homofobia zacznie ustępować: do legalizacji małżeństw jednopłciowych szykują się dziś Portugalia, Islandia, Urugwaj, Luksemburg i Słowenia. W Stanach zalegalizował je Waszyngton DC.

Ale dziś jestem wkurzony. I zmoblizowany, by nie dać się zdołować. Bo jak mawiał ks dr Martin Luther King Jr.: "sklepienie ludzkości pochyla się w kierunku sprawiedliwości." Mam nadzieję także dzięki wkurzonym liberalnym kalwinom jak ja.