Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
sobota, 23 grudnia 2006
Na Świeta
Jest taka staroangielska kolęda: „Tomorrow will be my dancing day"  
„jutro będzie dzień mojego tańca”, która opisuje Jezusa zapowiadającego swoje przyjście na świat i że jego zycie będzie tańcem miłości.
 
Obyśmy w tym okresie świątecznym, pomiędzy zakupami, szałem gotowania i zakupów i prezentów odkryli, ową najgłębszą tajemnicę tych Świąt:
 
Sing O my love, this have I done for my true love.” – “Śpiewaj zatem Moja miłości, co ja zrobiłem dla mej prawdziwej miłości.”
 
Tą prawdziwą miłością Boga jesteśmy my wszyscy. I nasi bliźni.
Zatem śpiewajmy jutro o tej miłości.
Liberalny Kalwin
czwartek, 21 grudnia 2006
Jesus King

Ktoś mnie zapytał co o tym sądzę, ale jak tu skomentować fakt, że 20 parlamentarzystów RP zupełnie poważnie, chce żeby parlament świeckiego państwa ogłosił Chrystusa królem Polski?

No jak, ja się grzecznie pytam?

piątek, 15 grudnia 2006
Wielki Lech i Savoir – vivre

Nasz genialny prezydent znowu błysnął. Erudycją i kindersztubą.

Najpierw postanowił pokazać, że zna jedno słowo po angielsku. Uznał zatem za stosowne poprawić panią tłumacz, która holenderski nazwała Dutch. “A nie Netherlands” – dopytywał się nasz koronowany Kaczor poliglota? Pomijając oczywiście poziom debaty, to gratuluję mu wyczucia i zaufania do tłumaczy w MSZ – czyżby i oni byli w złowieszczym UKŁADZIE???

Ale ta nasza parodia głowy państwa (w sumie – jaka IV RP, taki prezydent) zabłysnął taktem, kulturą osobistą, gdy pewną dziennikarkę scharakteryzował, jako “małpę w czerwonym”. Co prawda po “spieprzaj dziadu” i niepodawaniu ręki dziennikarzom nic nas nie powinno zaskoczyć, ale jak zawsze bracia Kaczyńscy udowadniają, że oni mogą.

Podobieństwo IV Rzes RP do PRL jest coraz widoczniejsze. Patrząc na ten rząd, prawicowych lizusów, i prezydenta rodem z mordowni, przypomina się hasło z lat 70-tych o ówczesnej władzy:

Trzymać się koryta i pogłębiać dno.

I Volk, IV Reich, II Kaczoren!

wtorek, 12 grudnia 2006
Pinoczet - kat, a nie bohater

Umarł kat. Jak to niestesty bywa, sprawiedliwość go nie zdążyła dopaść, choć przeżył miesiąca upokorzenia podczas aresztu w Londynie. Z tamtego czasu pochodzi słynne orzeczenie Lorda Steyna, że “pozwalanie na tortury, ich zachęcanie i tolerowanie nie może być pod żadnym warunkiem usprawiedliwione, ani uzanane za wykonywanie legalnych prerogatyw głowy państwa.” Pod koniec życia jego jedynym dyskomfortem był areszt domowy i nieco bardziej bolesna konfiskata majątku, który zgromadził na zagranicznych kontach, ów “nieprzekupny” generał.

Wiem, że dla wielu Polaków był symbolem walki z komunizmem. Ba, Michał Kamiński (PiSuarczyk) kiedyś jechał nawet do Londynu z ryngrafem, żeby mu go wręczyć osobiście i dodawał, że jest wielkim fanem generała. Spojrzymy zatem na to, na co ów “bohaterski generał” pozwalał podczas swoich rządów w Chile.

Katowano tysiące osób, setki toruturowano w najbardziej sadystyczny sposób, wykorzystując do tego wygłodzone szczury i specjalnie wytrenowane psy – w tych technikach armię Chile szkolili specjaliści z Wermachtu. Oczywiście oprócz katowania prądem, przypalaniu ciała, biciu do nieprzytomności, czy topieniu. Na oczach wielu więzniów zbiorowo gwałcono ich żony, matki i małoletnie dzieci – te ostatnie niezależnie od ich płci. Setki po niewyobrażalnych torturach po prostu roztrzeliwano bez sądu. Gdy bodajże w 1980 przyszli do niego z delgacją biskupi katoliccy i ewangelicki Chile, z błaganiem o to by zaprzestał represji, podobno odpowiedział im sucho, że “nie może sobie pozwolić na luksus przebaczenia” a prawa człowieka nazwał “wymysłem komunistycznym.” Jego dyktaturę niezmiennie popierało Opus Dei, skłócone z espikopatem Chile, który systematycznie notował naruszenia praw człowieka. O dość niejednoznaczym stosunku do Pinoczeta przez JP2 pisał Artur Domosławski w książce “Chrystus bez Karabinu”. Polecam.

Kat Chile umarł jak na urągowisko, a może ku przestrodze w Dniu Praw Człowieka.

Oby Ci, którzy dzisiaj dopuszczają się zbrodni ludobójstwa w Darfurze, Tybecie i jakimkolwiek innym miejscu, pamiętali o Pinoczecie i o tym, że być może i ich dopadnie kiedyś sprawiedliwość na tej ziemii.

piątek, 08 grudnia 2006
Koncz...

Nie wiem czy Jarosław Kaczyński wierzy w to co mówi. Jeżeli tak to jest klaszycznym paranoikiem, bo nie tylko ma dwóch Jarosławów Kaczyńskich w głowie, ale i musi przecież myśleć za ociężałego umysłowo brata.

Mówił, że jest w nim samo dobro. IV RP miała być bardziej moralna, nieskorumpowana, miała być wszystkim tym, czego brakowało III RP, razem z pełnym zakazem aborcji, oficjalnym Kościołem Ustanowionym i dyskryminacją gejów, ubeków, i masonów lub dowolnej kombinacji ww. Mieliśmy mieć rząd i kraj z którego moglibyśmy być dumni.

Różnica między tym co miało być, a tym co jest, jest jak między łazienką a sławojką.

Wicepremierami są wielokrotny przestępca i faszyzujący kabotyn z LRP, który psuje edukację i wspiera organizację, gdzie zwyczajem jest pozdrawianie się faszystowskimi okrzykami i grożenie ludziom gazem.

Ministrowie są tacy jak premier: niedojrzali, skandalicznie niekompetentni, i biją pod względem hipokryzji nawet rząd Leszka Millera (vide doktryner Dorn). Kraj stał się prywatnym poletkiem bandy prawicowych frustratów, którzy postanowili wziąć odwet na nijakości swoich poglądów i dokonań i powyżywać się przez 4 lata.

Panie premierze: dla dobra nas wszystkich, nie tylko tych w Polsce, ale także tego miliona Polaków, którzy zagłosowali nogami na temat IV RP i Pana rodziny przy władzy, proszę: skończ waść i ustąp i idź w cholerę. Albo jak mawiał wielki Lech II Kaczyński: „Spieprzaj dziadu!”

Apelowanie do przyzwoitości braci K. jest zupełnie nie na miejscu – ostatnie wydarzenia pokazują, że jest to pojęcie nie występujące w IV RP.

środa, 06 grudnia 2006
Jestem, pamiętam, czuwam

Nie zaginąłem, nie zostałem zglanowany, nie zaniemówiłem też na widok nowego oblicza Rewolucji Moralnej IV RP. 

Jestem w klasztorze bededyktynów Benedictusberg koło Maastricht, skąd wrócę w piątek i jak zwykle napiszą co o tym sądzę.

Na razie powiem tyle, cytując przyjaciółkę, że gdy Clinton miał afery małżeńskie, to przynajmniej wiedział, jak to robić, żeby nie było dziecka. Ale, jaki premier i prezydent, takie afery rozporkowe w IV RP.