Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
wtorek, 27 stycznia 2009
Kaziowa obłuda

Wielu moich znajomych, gdy cynicznie drwię z deklaracji polskich polityków, że "nawjważniejsza jest rodzina" uważa, że przesadzam. Być może rzeczywiście tak jest od czasu do czasu, ale jak pokazują przykłady Edgara "Gosia", Ludwika Burej-Suki Dorna czy kilku prawicowych publicystów, w Polsce usta pełne ochrony rodziny mają osoby, które taką rodzinę tworzyły co najmniej dwa razy.


I oto mamy Kazia "Błazna" Marcinkiewicza. Były premier RP, który deklarował "obronę tradycyjnej rodziny", drżał na myśl o związkach nieformalnych, był zamodlony, że aż miło - rozwodzi się i żeni z młodszą partnerką. I jeszcze nas tą tragifarsą epatuje w stylu, który czyni brazylijską telenowelę dziełem na rangę Oscara.

Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko rozwodom, ani związkom z dużą różnicą wieku partnerów - są częścią życia codziennego.

Ale przyznam szczerze, że denerwuje mnie, gdy widze jak kolejny prawicowy, chrześcijański i katolicki polityk uważa, że jego nie obowiązują reguły, które innym w swoim kaznodziejskim stylu narzucał z miną Męża Bożego. Jest w tym coś, z braku innych słów, obleśnego.

Panowie politycy: skoro jesteście tacy liberalni gospodarczo (oczywiście tylko do chwili kryzysu gospodarczego - wtedy wkracza państwo i jakoś dziwnie to jest wtedy OK) i konserwatywni obyczajowo, to zacznijcie sami żyć według stylu, który narzucacie innym: nie cudzołóżcie, nie miejcie romansów z aktoreczkami porno, nie rozwódźcie się. A jeśli wam się to przydarzy, to miejcie ten cień przyzwoitości i odwagi, by publicznie przyznać się do błędu.

Jeśli jednak wam brakuje odwagi, to zniknijcie nam z oczu i przestańcie narzucać innym reguły, do których sami się nie stosujecie. Bo to robi z was - jak kiedyś spostrzegawczo ujął Kazio M. - "cieniasów."

niedziela, 25 stycznia 2009
Prawosławne wybory

W GW artykuł o wyborze nowego patriarchy Rusi - zapewne będzie nim Cyryl.

Jak wiecie, nie mam szczególnej sympatii do prawosławnych, bo ani mnie nie przekonuje ich teologia, ani upieranie się, że naj był XII wiek w Bizancjum i stąd kościół musi spocząć na laurach i tylko pilnować się, by XII wiek nie przeminął. Ostatni, niezbyt mądry wywiad metropolity Sawy też mnie pozytywnie do prawosławia nie nastroił.

Ale nawet przy moim całym krytycyzmie, szlag mnie trafił, gdy czytam polskie opisy elekcji patriarchy Rusi. Mowa o koteriach, frakcjach, "bezpardonowym mieszaniu się rządu." Gdy porówna się to z opisami z konklawe, to różnica w podejściu aż powala.

Ale niechcący p. Radziwinowicz, z typowym dla Polaków lekceważeniem Rosjan i RCP wspomniał, że 1/4 elektorów patriarchy stanowią świeccy. Otóż mam pytanie: jaką ilość elektorów stanowią świeccy na konklawe?

Wieć może zanim zaczniemy rubasznie śmiać się z naszych braci prawosławnych, nabierzemy dystansu do siebie i naszych sympatii? Szczególnie, że jak czytam B16 zdjął ekskomunikę z bractwa, przy którym RCP to ekumeniczne zgniłki...

czwartek, 22 stycznia 2009
W TVP miły Farfał

Pamiętam, że gdy p. Farfał znalazł się w radzie nadzorczej TVP to byłem tak oburzony, że popłakałem się ze złości. Dziś jednak nie wiem, czy nie zrobiłem tego zbyt pochopnie.

Otóż od miesiąca, po bruntatno-buraczanym puczyku w TVP (za którym czuć niezbyt przyjemny oddech Giertycha), p. Farfał stoi na czele TVP. Dopóki był koalicjantem PiSu nie przeszkadzał tej partii (brat Jarek, Lech II Kaczka, Elżbieta Kruk), a jego neofaszystowskie poglądy tłumaczono błędami młodości. Ja też byłem głupi jak byłem młody, ale jakoś neofaszyzm mnie nigdy nie bawił - i być może dlatego nie zrobię kariery.

Teraz, od czasu gdy wymiata PiSowiskie popłuczyny i na ich miejsca wstawia innych konserów "pięciu piw" przestał przeszkadzać i PO, która się zasłania, że niewiele może.

I tak sobie myślę, że może popłakać ze złości powinienem się teraz, gdy katonowski poseł Gowin nie oburza się (a wiadomo, że jak burzy się poseł Gowin, to państwo drży), że oto na czele państwowej telewizji stoi coś takiego.

Doradźcie mi proszę: czy w styczniowych szarnkach o PiSuar, Farfała zklasyfikować jako członka Obozu Wielkiego PiSuaru czy też sympatyka koalicji rządowej?

niedziela, 18 stycznia 2009
Duchowny, religia i etyka

Pamiętacie zapewne, jak w konkursie o Złote PiSuary wystartował rzecznik jednej z kurii, gdy kategorycznie stwierdził: "A co ma religia wspólnego z etyką?"


Otóż teraz mamy odwrotną bajkę. Jedna z kurii biskupich wysłała swoich księży na studia dodatkowe (super pomysł) by ci mogli uczyć w szkole etyki. I tutaj pomysł robi się dużo mniej zabawny. Otóż Polska chcąc uniknąć przegranej w Europejskim Trybunale Praw Człowieka i kompromitacji naszego TK, który uznał, że religia w szkole jest OK jeśli tylko państwo zadeklaruje (a nie realnie zapewni!) etykę dla nie katolików, postanowiło, że od przyszłego roku w każdej szkole musi być nauczyciel etyki. I tak po 10 latach inwestowania w nauczycieli religii, liczba szkół z etyka ma wzrostnąc z mizernych kilkuset do ponad 30 000! Fajnie? Fajnie!

Oczywiście jest mały problem: skąd ich wziąć? ETPC to nie nasz TK, gdzie Kościół Ustanowiony ma od lat preferencje, więc tym razem trzeba tych nauczycieli naprawdę wyprodukować. I tutaj naprzeciw państwu wyszła na przeciw kuria. Oto te owieczki, które unikną konatktu z księdzem jako księdzem, będą go miały teraz dzięki lekcji etyki. I tak oto nawet innowiercy, niewierzący zetknął się od małego z fikcją prawną i Kościołem Ustanowionym. Ksiądz biskup Pieronek, który dawno już przestał się mądrze wypowiadać stwiedził, że nie można księdzu zakazać uczyć etyki, bo to dyskryminacja. Tak głupiego tekstu nie warto komentować.

Podsumujmy. Nie mam nic przeciwko księżom na dodatkowych studiach. Uważam to za świetny pomysł. I uważam, że w katolickiej szkole ksiądz katolicki może uczyć etyki. Ale w świeckiej szkole, dokąd wprowadzono etykę by TEORETYCZNIE była alternatywą dla religii, sprawienie, że to ksiądz będzie jej uczył jest szyderczym naigrywaniem się z wolności sumienia. Religia (jakakolowiek) i etyka mają wiele punktów stycznych. Ale pomysł by jej uczył ksiądz katolicki, jest równie mądry, by relgii uczył ateista.

wtorek, 13 stycznia 2009
W obronie Palikota

Wszyscy nagle wskoczyli na posław Palikota, jaki to on jest och, ach, ble i w ogóle. Żenła - jak mawia moja koleżanka. To uczucie połączyło ponad podziałami: od Gowina po Monikę Olejnik.


Otóż zacznijmy od tego, że nazwanie p. Gęsicka się "prostytuuje politycznie" jest niedopuszczalne. Kropka. Ale to tylko tutaj poseł Palikot przesadził.

Posłanka Gęsicka publicznie podawała nieprawdziwe dane, wiedząc o tym doskonale. Choć to nie jest prostytucja polityczna, to trzeba to nazwać po imieniu. Kłamstwo, świnstwo - i nie ma co się nagle chować za płcią. Oglądanie posłanki Gęsickiej wspaniałomyślnie przyjmującej przprosiny  - jest równie żenujące, co jej konferencja prasowa.

Oburzenie wyrażane przez posłów od Gowina, przez premiera Tuska i eks premiera brata Jarosława jest już himalaistyką hipokryzji. Czy to nie brat Jaruś publicznie ubliżał posłowi Niesiołowskiemu, a Donaldlu Tusku odmawiał niektórym miana człowieka? O małpie w czerwonym nie wspomnę? Skąd ta nagła delikatność w debacie? Coś się stało?

I na koniec sprawa orientacji brata Jarka. Redaktor Monika Olejnik raczyła wyrazić swoje święte oburzenie, co to nas interesuje, przecież brat Jaruś ostatnio nie miał żadnej homofobicznej wypowiedzi. Jak w dowcipie z Leninem i dzieckiem: "A mógł zabić!"

Otoż co do zasady, z kim sypia polityk mnie nie intersuje, pod warunkiem, że to osoba pełnoletnia i stanu wolnego. Ale w przypadku brata Jarka to nie takie proste. To, że brat Jaruś ostatnio nas nie raczy homofobicznymi pogadankami, nie oznacza, że jest poza oceną. Za swoje poprzednie tyrady nigdy nie przeprosił, wręcz przeciwnie. I jeśli istotnie jest gejem i takie tyrady wygłasza, to jest nie tylko żałosnym, zakompleksionym człowieczkiem, ale zwyczjaną świnią.


Resaumując: w sprawie Gęsickiej poseł Palikot przesadził w formie - i być może także i w treści. W sprawie brata Jarka - miał stuprocentową rację. Mamy prawo pytać, jak to jest że facet spełniający 90% stereotypów zkolzeciałego geja, stoi na czele partii prawicowej.

A faryzejskiego oburzenia i cnoty oszczędźmy i sobie i innym.