Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Kategorie: Wszystkie | Historia | Zwiedzanie | Złote PiSuary
RSS
sobota, 28 stycznia 2006
Radyjo kłamie i... nic!

Ciągle czytam, że biskupi zamierzają się pochylić nad problemem Radyja. Doprawdy, oni już chyba mają gośćca od tego pochylania, bo od lat od tym słyszę, a nie dzieje się nic.

Gdybym nie był Polakiem, nie uwierzyłbym, że tak od lat na nosie stu kilkudziesięciu wyświeconym, heteroseksualnym mężczyznom (bo tylko takich Bóg powołuje do kapłaństwa) z polskiego episkopatu, na nosie gra jeden skormny, ubogi duchem zakonnik. I rzekomo tych stu kilkudziesięciu powołanych i ważnie wyświęconych mężczyzn biskupów nic nie może zrobić. 

Proponuję następujące doświadczenie: niech ktoś w Radyju, ogłosi, że używanie prezerwatywy jest OK, celibat jest kwestią prawa ludzkiego, a nie boskiego i że nie ma on żadnego głębszego uzasadnienia teologicznego. Dla odważnych proponuję także dorzucenie, że Biblia jednoznacznie nie zabrania wyświęcania kobiet. Więc niech to odważny odczyta, a potem policzmy w minutach, ile upłynie czasu, zanim zakonnik z niewyparzoną buziuchną i glupimi pomyslami znajdzie się w drodze na misję w Papui, gdzie tubylcy mają ogromny głód... wiary. Sądze, że reakcja biskupów była by tak samo szybka, jak jest pozorowana w sprawie Radyja i Ojca Dyrektora.

A zatem nasi purpuraci będą się dalej pochylać, powoływać kolejne komisje i zespoły specjalnej troski, a z Radyja będą dalej kapały antysemityzm, ciemnota, nienawiść i kłamstwa. Jak na przykład to, o zmarłym właśnie byłym prezydencie Niemiec Johannesie Rau.

czwartek, 26 stycznia 2006
Polska Strasznych Ludzi

Wszyscy zachwycają się artykułem Stefana Niesiołowskiego pt. „Polska ludzi strasznych.” Oczywiście trudno nie zgodzić się z Autorem, gdy nazywa Radyjo po imieniu, a ministrów raczy przymiotnikami: zakompleksiony (Ziobro), operetkowy (Wasserman), czy arogancki (Dorn). Zgoda w 100%.

Autor kończy słowami: szkoda Polski. Otóż nie zgadzam się! NIE SZKODA! Nie szkoda mi kraju, gdzie do wyborów pofatygowało się 40% obywateli i zagłosowało w stanie natchnienia pustą lodówką i króliczkiem, który z glodu pada na buzię. Nie szkoda mi kraju, gdzie do sejmu wchodzą obok Pięści i Siły, Samoobrona, LPR i PSL, a jedyną opozycją jest partia nieco mniej prawicowa, dowodzona przez (jak to ostatnio określił Adam Michnik) „komedianta pełnego kompleksów”, który parę miesięcy temu deklarował wszem i wobec miłość do lidera PiSuarów, a sam program wyborczy opublikował... po przegranych wyborach. Wreszcie, by nie rzucać łaciną, nie szkoda mi kraju, gdzie prezydent wygląda jak facet cierpiący na permanentne obstrukcje.

Nie, nie szkoda mi Polski. Jak to pięknie ktoś ujął na stronie http://www.fuckthesouth.com , ddy następnym razem „Rzeczpospolita”  zacznie narzekać na minsitrów z rządu Pięści i Siły, które tak wychwalała, powiedzmy jej  fuck off!

I jak dodaje Cher: I mean that will all my love and humility!

wtorek, 24 stycznia 2006
Vox populi

Artykuł p. Szułdrzyńskiego w GW pt. „Nie grozi nam brunatna rewolucja” czytałem z rosnącym rozbawieniem, które jednak przerodziło się w zdumienie pod koniec lektury.

W lekturze tekstu zastanowił mnie jego koniec. Postulując powrót „zdrowego rozsądku” Autor cytuje wyniki badań społecznych, które ukazują, że polskie społeczeństwo jest przeciwne gejom i ich postulatom prawnym. Otóż jest to frapujące, że p. Szułdrzyński przytacza głosy opinii publicznej jako argument do definiowania praw innych. Nie chodzi tylko o to, że przed 2000 laty pewien tłum skandował „Ukrzyżuj Go”. Szkoda, że przy okazji badań publicznych nie zadaje się ankietowanym innych pytań, np.: „Czy Polkom powinno się pozwolić na wychodzenie za mąż za Murzynów?” albo „Czy muzułmanom w Polsce powinno się pozwolić na wznoszenie nowych meczetów?” wreszcie „Czy Żydom powinno się pozwolić na piastowanie ważnych funkcji w Polsce?”. Jak rozumiem Autor postuluje, by odpowiednie regulacje prawne były odzwierciedleniem wyników podobnych ankiet? A jeżeli nie – to dlaczego? Czyżby nie działała już zasada „vox populi, vox dei”?

Otóż problem z prawami człowieka polega na tym, że czasami trzeba je wprowadzać pomimo oporów większości społeczeństwa, które wie lepiej. Tak było z prawami wyborczymi dla mniejszości religijnych, zniesieniem różnic stanowych, prawami wyborczymi kobiet, czy ruchem praw obywatelskich dla murzynów na południu USA. Żaden z tych postulatów nie miał poparcia większości obywateli, a jednak zostały przeprowadzone przez polityków, którzy nie bali się płynąć pod prąd. Ostatnio Sąd Konstytucyjny RPA stwierdził, że choć szanuje poglądy religijne obywateli, to jednak nie mogą one stanowić wytycznych i podstawy do określania praw obywatelskich i cywilnych innych obywateli. Ten passus dedykuję wszystkim neofitom „moralnej odnowy”, o której się tyle teraz w Polsce mówi w świetle kamer.

Zarówno ja, jak i pan Szułdrzyński mamy prawo do swoich poglądów. Piękno demokracji polega jednak na tym, że ja nie będę odbierał naturalnych praw człowieka panu Szułdrzyńskiemu z powodu moich przekonań religijnych. Chciałbym, by to działało też w drugą stronę. Liczba osób, która się z nami zgadza jest tutaj bez znaczenia.

Wiem, wiem, jestem wredny, liberalny, bruzdzacy, kalwinski zgred :)

PS

Dlaczego mamy w Polsce najnowocześniejszy rząd na świecie?

Bo jest zdalnie kierowany przez Radio.

sobota, 14 stycznia 2006
Biegnuki różnego typu

Biegunkę nr 1 mają Platformersi, którzy co rusz biegają do PiSu i łaszą się o kolację. Pomimo spadających na nich ciągle batów, Naczelny Przegrany 2005 roku Jan Maria zachowuje się w myśl zasady: bije bo kocha! Ciągle jest gotów usiąść do stołu „ze swoim przyjacielem” Jarosławem K., byleby się znaleźć przy władzy. W każdym normalny kraju, za tak spektakularną klapę, jaką była kampania w 2005 roku, Jan Maria poszedłby w odstawkę. Widać taka nasza dola, że u nas zero wszelkiej maści: od Lecha II, przez Romana, Andrzeja, Waldermara i Jana Marię są uważane za mężów stanu.

Panowie z PO: wiemy, że nie macie przyzwoitości, ani talenów politycznych, ale zachowajcie na litość odrobinę godności osobistej – jak was nie chcą – nie pchajcie się. Cztery lata bez posad wytrzymacie.

Biegnukę nr 2 ma moje ukochane Radyjo z Torunia. GW sporządziła wyciąg najlepszych kwiatków z rocznej działalności jego papierowej gadzinówki, przepraszam, Naszego Dziennika. Przy okazji, ciekawi mnie, ile dodatku za pracę w ciężkich warunkach dostał autor, bo przecież musiał czytać te gnioty. Oto perełki wybrane przeze mnie, wytłuściłem moje komentarze:

  • Przez Unię Europejską w Polsce będzie mniej buraków - taką informacją zaczął rok 2005 "Nasz Dziennik". Niestety się nie sprawdziło – buraków ci u nas dostatek!

  • Wypociny księdza intelektualisty: "Czy fakt, że klęska w południowo-wschodniej Azji przypadła w uroczystość Świętej Rodziny, niczego nam nie mówi? Czy dzisiejsze antycywilizacje nie depczą przede wszystkim świętości rodziny? (...) Czy nie wiadomo nam, że w rejony południowo-wschodniej Azji kierują się tłumy tzw. seksualnych turystów, żerujących na urodzie i bezbronności tamtejszej młodzieży? W ubiegłym roku pewne czasopismo misyjne opublikowało fakt, że z samych Niemiec w ciągu roku w tamte rejony pojechało około 100 tysięcy » turystów «. Czy nie należy się obawiać, że jakieś » tsunami «uderzy także w Europę?”.

  • "Spod znaku Maryi rycerski my huf". Tak, a bronią ich tajemną MOCHER

  • "Nasz Dziennik" pisze o beatyfikacji sługi Bożego księdza Ignacego Kłopotowskiego. Przed wojną wydawał pisma wytyczające ludziom dobre drogi: "Polak-Katolik", "Głos Kapłański", a także miesięcznik "Dobra Służąca".

  • A po co dziś się uczy obcych języków? „Przede wszystkim po to, aby młodzież znalazła pracę za granicą, ewentualnie, podróżując po świecie, uczyła się » tolerancji «”.

Resztę hobbystów odsyłam do artykułu.

Biegnukę nr 3 prezentuje nasz Prezydent o Mężnym Sercu, Jego Prawość i Sprawiedliwość Lech II Kaczyński. Swoją drogą, uważam, że autora tak nikczemnego zdjęcią, hańbiącego Polskę, Rodzinę, Tradycję i wszelkich ludzi z problemami gastrologicznymi, należałoby zastrzelić. Mason jeden!

czwartek, 12 stycznia 2006
Wychowanie patriotyczne

Czytam i się nadziwić nie mogę, gdyż Ministerstwo Edukacji zamierza młodzież indoktrynować, tfu, wychowywać patriotycznie. Na czym to polega nie wiadomo, ale ma być na chrześcijańskim fundamencie. SUPER! Piszę zupełnie poważnie. Bo wreszcie znikną z podręczników teksty o ziemiach odzyskanych, będzie o polskiej kulturze, ale także o udziałach mniejszości w jej tworzeniu. Będzie o wysiedleniach Polaków na kresach, ale też będzie o tym, jak ci wysiedleńcy zachowywali się po wojnie w stosunku do Warmiaków i Mazurów; będzie o szmalcownikach i, że właśnie przez nich Irena Sandlerowa była taką bohaterką; będzie o gettach ławkowych przed wojną i dlatego też, ci którzy stali z Żydami w geście solidarności, będą ukazani jako osoby godne szacunku... Oj chyba się tutaj zagalopowałem.

Ale dalej czytam, że kilkoro młodzieży w odpowiedzi na plany Ministerstwa, urządziło przez MEN-em happening: na zmianę leżeli krzyżem, albo klęczeli. Jak to czytałem to ryczałem ze śmiechu. Jak zwykle nie zawiódł partyjny politruk, który poinformował, że w tym budynku gestapo więziło ludzi, zatem happeningi są niestosowne i ukazują potrzebę „patriotycznego wychowania młodzieży.”

Nie dość, że ciemno, to i bez poczucia humoru.

poniedziałek, 09 stycznia 2006
Wymiociny

Wiem, wiem, Liberlany Kalwin milczał ostatnio, ale wierzcie mi, nadmiar dna w polityce przerósł i mnie. Koronacja Kaczki, którą zapijałem w samolocie, spotęgowało tylko zdjęcie bijących pokłony Dorna, Kaczki I i II, Wassermana i Jurka.

Ale to stare dzieje. Oto co się dzieje teraz. 

Jarosław Kaczyński, który jako filozof i etyk chce zdystansować tego zaplutego ateistycznego kalwina Kotarbińskiego, postanowił „rozpocząć dyskusję o przywróceniu cenzury obyczajowej.” Nie, nie jestem pijany, on tak zupełnie na poważnie w Radyju. Po krótkim przemyśleniu sprawy, doszedłem do wniosku, że jestem ZA. Poważnie. Od razu mam jedną książkę kandydatkę. Opisuje na początku, jak to brat sprzątnął brata. W innym miejscu podaje opis gwałtu zbiorowego, w wyniku którego dziewczyna umarła (dosłownie!). Jej właściciel (bo tak książka ma dość ambiwalentny stosunek do niewolnictwa, przynajmniej dosłownie rzecz biorąc) następnie pokroił ją na kawałki i rozesłał po krainie. Wreszcie, jest tam też sporo o polucjach nocnych, gwałtach, przemocy, jak to dwaj faceci się miłowali bardziej niż miłość kobiet i wreszcie jak to jeden z nich miał przynieść napletki swego wroga. TFU! Czy jest księga bardziej pornograficzna w swojej treści? I w dodatku czyta się ją co niedziela w kościołach. Zatem zacznijmy cenzurę obyczajową od Biblii!! Niech się ją czyta tylko w jakimś wymarłym języku, bo jeszcze jacyś idioci wezmą sobie do serca brednie o odpuszczaniu grzechów, miłowaniu bliźniego (np. komucha, pedała, Murzyna albo nie daj Boże, Żyda!)

Natomiast w konkursie na obrzydliwość tygodnia, wygrywa Platforma Obywatelska, która w świetle kamer i fleszów zorganizowała modły w ramach ‘Tygodnia Zadumy’. Jak patrzyłem na rozmodlonego Rokitę w świetle kamer, na uduchowionego Tuska śpiewającego ‘Gloria’, to mi się, aż niedobrze zrobiło. Także złoty PiSuar idzie do polityków Platformy, czy też powinienem pisać ‘Klęcznika’  

Aha, Lech II ciągle nie wie, co zrobić z becikowym. Biedak...