Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
Sława i hańba rodu Waldeck-Pyrmont (cz.II)

Książę Jerzy Wiktor von Waldeck-Pyrmont poślubił znana z piękności córkę swojego sąsiada księcia Nassau, Helenę (1831-1888). Małżeństwo było bardzo udane, i co ważniejsze płodne: po urodzeniu sześciu córek urodził się upragniony syn i następca, a potem siódma i ostatnia córka. Normalnie rzecz biorąc, taka ilość dziewcząt na wydaniu stanowiłaby problem, ale młode księżniczki Waldeck miały dwie poważne zalety: były protestantkami, a to było wyznanie większości domów panujących. Prawosławni rosyjscy książęta również lubili protestanki, bowiem te chętnie wychodziły za mąż i nie robiły problemów ze zmianą wyznania. Drugą zaletą panien von Waldeck, był fakt, że były piękne. I choć w 1869 roku umała młodo najstarsza Zofia, to wkrótce w pałacu w Aroslen, drzwi nie przstawały się zamykać, gdyż o rękę pięknych księżniczek zaczęli się starać kawalerowie z domów panujących. Pierwsza za mąż wyszła Maria (1857-1882), która w 1877 roku poślubiła następcę tronu Wirtembergii (i późniejszego jej króla) Wilhelma II. Podczas uroczystości ślubnych w kaplicy pałacowej w Arolsen, obecny był król Holandii Wilhelm III (1817-1890), wuj pana młodego. Jego uwagę zwróciła starsza siostra Marii, Paulina.

O królu Wilhelmie III holenderskim możnaby wiele powiedzieć, ale by powiedzieć o nim coś dobrego trzeba by się wysilić i mocno skupić. O jego charakterze niech zaświadczą dwa fakty: królowa Wiktoria nazywała go „największym rozpustnikiem swoich czasów” , a jego najstarszy syn wolał zapić się na śmierć w Paryżu niż mieszkać w Holandii z ojcem. Tym nie mniej jednak w 1877 roku  sytuacja dynastyczna w Holandii była rozpaczliwa. Umarła piękna i mądra żona Wilhelma, królewna wirtemberska Zofia. Ich nastarszy syn był w totalnym delirium tremens w Paryżu, młodszy umierał na gruźlicę w Holandii. Zdesperowany Wilhelm III ożenił swojego brata z 50 lat od niego młodszą księżniczką pruską, ale oczekiwania dynastii i narodu były tak wielkie, że książę Henryk dostał w noc poślubną udaru i zmarł w pół roku po ślubie nie spłodziwsz naturalnie potomka. Wówczas Wilhelm III zaproponował, że ożeni się z pewną aktoreczką rewii paryskiej, co rząd holenderski uznał za dowcip w baaardzo złym guście. Królowi postawiono ultimatum: ma sobie znaleźć stosown protestancką księżniczke i spłodzić dziecko, najlepiej syna. Wówczas ku przerażeniu Pauliny, król Holandii przypomniał sobie o młodej i pięknej księżniczce Waldeck.

Niemłody, ale koronowany wdowiec, pewny swoich walorów poza charakterologicznych, oświadczył się młodej Paulinie von Waldeck. I ku swojemu zdumieniu usłyszał zdecydowane NEIN. Nie zrażony tym, oświadczyny ponowił, a gdy znowu spotkał się z odmową, oświadczył się raz jeszcze, z tym że tym razem młodszej siostrze Pauliny, Emmie. I ku nie mniejszemu zdumieniu rodziny, ta powiedziała sakramentalne JA.

Nie wiadomo, co czuła Paulina, gdy w mroźny poranek 17 stycznia 1879 patrzyła na swoją młodszą siostrę wychodzącą za mąż w pałacowej kaplicy, za jej namolnego epuzera. Ku zdumieniu wszystkich, małżeństwo Emmy i Wilhelma okazało się zgodne i udane. W 1880 królowa urodziła dziecko, upragnioną córkę Wilhelminę, która po śmierci braci stała się dziedziczką tronu Holandii. W 1884 król Wilhelm III doznał udaru i regencję w jego imieniu przejęła dobra królowa Emma. Gdy zmarł w 1890 założyła żałobę, której nie zdjęła do końca życia. Była regentką Niderlandów do 1908 roku w imieniu córki. Zmarła w 1934 roku w Hadze i spoczęła w grobowcu królewskim w Niuwe Kerk w Delft. Cieszyła się ogromną popularnością Holendrów, podobnie jak jej córka Wilhelmina, która przez okres II Wojny Światowej przeprowadziła Holendrów i którą Winston Churchill nazwał „ niezłomną”. Ale wracajmy do Aroslen.

Jak się należało spodziewać, małżeństwo Emmy zdecydowanie podniosło akcje jej sióstr na ówczesnym koronowanym rynku matrymonialnym. W 1881 roku Paulina (1855-1925) wyszła za mąż za księcia Alexis Fst zu Bentheim und Steinfurt i zamieszkała w jego ogromnym zamku Bentheim, nieopodal holenderskiej granicy, często bywając na dworze swojej koronowanej siostry. Rok później ich młodsza siostra Helena (1861-1922) wyszła za mąż za syna królowej Wiktorii, Leopolda księcia Albany. To małżeństwo było najtragiczniejsze, gdyż pan młody cierpiał na hemofilię i zaledwie dwa lata po ślubie wykrwawił się na śmierć, pozostawiając wdowę i dwójkę dzieci. Najmłodsza z sióstr, Aleksandra (1873-1961) wyszła za mąz dopiero w 1900 roku za księcia Alexander Fst zu Erbach-Schönberg, notabene wnuka pięknej Polki Julii Huke księżnej von Battenberg.

Zdaje się, że cykl ślubów córek obudził w starym księciu Jerzym Wiktorze jakieś dawno spiące w nim siły i możliwości i gdy w 1888 roku umarła jego małżonka księżna Helena von Nassau (jej brat stał się w między czasie wielkim księciem Luksemburga), w 1891 roku poślubił młodziutką księżniczkę Luzie von Schleswig - Holstein (1858-1936) i spłodził z nią syna Wolrada (1892-1914). Pokazując tym samym, że gdy duch jest ochotny, to i ciało mdłe być nie musi, książę Jerzy Waldeck zmarł w 1893 roku, a tron po nim objął jego najstarszy syn Fryderyk książę von und zu Waldeck-Pyrmont (1865-1946). On też panował  w księstwie do wybuchu I Wojny Światowej, jako ostatni udzielny książę Waldeck-Pyrmont.

Lata I Wojny Światowej i następne, nie były szczęśliwe dla domów panujących. Najpierw, bo już w 1914 poległ młody książę Wolrad von Waldeck Pyrmont, a następca tronu książę Josias został ciężko ranny w ataku gazowym. Wojna stawała się coraz bardziej niepopularna, a wraz z nią monarchie ją popierające. I wreszcie jesienią 1918 roku kolejno władcy państwek niemieckich zaczęli abdykować, a ich państwa stawały się republikami. Ostatni książę Waldeck abdykował 14 listopada 1918 roku, choć była to już tylko formalność. Jego odejścia z funkcji panującego mało kto zauważył, i rodzina książęca pozostała w pałacu, jak gdyby nigdy nic. Najdłużej w Niemczech panował jego szwagier, król Wirtembergii, dobry i lubiany Wilhelm II (1848-1921), który abdykował dopiero 29 listopada. Czas średniowiecznych państwek dobiegł kresu i w 1927 roku zlikwidowano nawet Wolne Państwo Waldeck-Pyrmont. Okręg Waldeck wcielono do landu Hanower, a Aroslen i okolice do Hesji.

Na to wszystko patrzył z okien pałacu ostani następca tronu, Josias Erbprinz von Waldeck (1896-1969), syn księcia Fryderyka i jego dobrotliwej małżonki księżnej Bathildy von Schaumburg – Lippe (1873-1962) i małżonek Altburgi księżniczki von Oldenburg (1903-2001). Patrzył i postanowił się zemścic na losie. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć wybór życiowy księcia Josiasa, który ostatecznie shańbił ród von Waldeck. Książę Josias stał się bowiem nazistą. W przeciwieństwie do wielu późniejszych, nie był koniunkturalistą, bowiem z tym ruchem związał się już w latach 20. XX wieku. Ludzie wspominali go jako osobę cichą, spokoja i nigdy nie podnoszącą glos, ale być może dlatego straszniejszą. Był członkiem NSDAP, potem z typową niemiecką starannością uczestniczył w likwidacji S.A. Podobno wtedy wyraził „ osobistą niechęc” do przemocy, ale wzorem wielu osób przed i po nim, wymówił się „ obowiązkiem”. Dzięki niemu i krewnych jego żony, nazizm uzyskał akceptację części arystokracji niemieckiej. Części, bo np. jego wirtemberscy, bawarscy, sascy i badeńscy kuzyni byli jednak wściekle antynazistowscy i zerwali z nim wszelkie kontakty. Podczas nocy kryształowej nakazał swoim żołnierzom powstrzymanie się od aktów przemocy, ale co bardzo dziwne, nikogo później za takie nie ukarał. Największą hańbą okrył się jednak nadzorując od 1939 roku obóz koncentracyjny w Buchenwaldzie. Czy wiedział dokładnie co się działo w tym obozie? Trudno zrozumieć, jakby mógł nie wiedzieć. Przypomnę tylko, że tamtejszy dyrektor obozu Otto Koch zasłynął z wyrobienia lamp z abażurami z ludziej skóry. Podobno książę Josias dowiedział się o tym dopiero w 1942. podobno, był tak oburzony, że doprowadził do dymisji Kocha, jego sądu i roztrzelania przez Niemców, za „ okrucieństwo w stosunku do więźniów”.

Po upadku Hitlera, Josias stanął przed amerykańskim sądem w tzw. procesie załogi Buchenwaldu. Proces zakończył się w dniu 14 sierpnia 1947, kiedy to książę von Waldeck und Pyrmont został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności, w związku z pełnioną przezeń zwierzchnią władzą nad Buchenwaldem. 22 innych oskarżonych skazano na karę śmierci przez  przez powieszenie, a 9 na kary pozbawienia wolności od dożywocia do 10 lat. Z czasem wyrok ten w stosunku do Josiasa zamieniono na 20 lat więzienia, i wreszcie wypuszczono po zaledwie 3 latach, w 1950 roku, „ ze względu na zły stan zdrowia”. Być może wpływ na tę decyzję miał fakt, że książę von Waldeck przeznaczył część swojego pałacu na słynne archiwum zaginionych w II Wojnie Światowej w Arolsen. Książę Josias von Waldeck – Pyrmont, zmarł na zamku szwagra Schaumburg w 1967 roku. Nigdy oficjalnie nie wyraził skruchy za swoje czyny, niczym wielu swoich rówieśników zasłaniał się brakiem pamięci bądź brakiem wiedzy. Po 1945 rokiem holenderska rodzina królewska zerwała wszelkie więzy łączące ją z rodziną von Waldeck, choć utrzymuje je z rodziną potomków Pauliny.

Obecnie właścicielem pałacu (pięknie utrzymanego) jest syn księcia Josiasa, książę Wittekind von Waldeck und Pyrmont (ur.1936). Niejako kontynuując tradycję małżeństw z kobietami od siebie dużo młodszymi, poślubił dopiero w 1988 roku hrabiankę Cecylię von Goëß-Saurau (ur.1956), z którą ma trzech synów. Jego siostry wyszły za mąż za książąt von Bentheim, von Wied oraz von Erbach-Erbach. Rodzina książąt ciągle mieszka w pałacu, korzystając z lewego skrzydła.

Gdybyście kiedyś przejeżdżali w pobliżu pałacu w Aroslen, zatrzymajcie się i odwiedzcie to miejsce. I pamiętajcie o chwale i hańbie rodu von Waldeck – Pyrmont.

www.schloss-arolsen.de

 
piątek, 03 sierpnia 2007, kdebem

Polecane wpisy

Komentarze
doodge
2007/08/07 12:04:24
Dzięki za ciekawą opowieść. Chętnie tam zajrzę przy najbliższej okazji...
-
2007/08/07 13:17:57
Prosze bardzo!
Starsznie sie ciesze, ze oprocz moich politycznych wypocin, ktos czyta rysy odwiedzanych przeze mnie miejsc.
Kazik
-
Gość: maciek, *.tktelekom.pl
2012/04/10 14:53:57
Bardzo ciekawy tekst! Napisany ciekawym językiem i wciagający! Mieszkałem w Arolsen w latach 1989-91 więc powyższy tekst przypomniał mi te fajne chwile ! Pozdrawiam autora!