Miłość nie wyklucza - żądamy ustawy o związkach partnerskich!
Blog > Komentarze do wpisu
Zamek Doorn

W miniony czwartek, w ramach korzystania z dnia wolnego od pracy, wybrałem się z Michielem do zamku Doorn koło Utrechtu. Był to wyłącznie mój pomysł, a w zasadzie redukcja mojego pierwotnego pomysłu by udać się do zamku Arslosen, siedziby rodziny książąt von Waldeck – Pyrmont, który jednak okazał się nieco za daleko na wycieczkę jednodniową.

A więc zamek Doorn. Mało osób z was wie o tym, ale po abdykacji w 1918 roku Jego Cesarska Mość kajzer Wilhelm II von Hohenzollern schronił się w Niderlandach. Jego prośba o azyl spotkała się z dość oględnie pisząc, znikomym entuzjazmem neutralnej Holandii. Wilhelma II obwiniano za wybuch Wielkiej Wojny i mocarstwa Entetnty zapowiedziały, że pociągną go do odpowiedzialności za tę wojnę. Rząd Holandii zastanawiał się nad jego prośbą ponad sześć godzin. W końcu szalę przeważyła holenderska królowa Wilhelmina, która nakazała im znalezienie odpowiedniego lokum. Zapytano hrabiego von Bentinck czy zechce przyjąć dostojnego gościa „na kilka dni”, a gdy ten wyraził zgodę, pozwolono Wilhelmowi II wjechać do Holandii. Do końca życia królowa Wilhelmina odmawiała ekstradycji swojego kuzyna, eks-cesarza, którego szczerze nie cierpiała. Otóż podobno, gdy miała zaledwie kilkanaście lat, jeszcze jako panujący, Kajzer złożył jej wizytę. Po odebraniu parady wojskowej, zarozumiały Kajzer miał jej powiedzieć, że jego gwardia przyboczna jest wyższa, gdyż żołnierze mają po 2 metry wzrostu. Nie speszona młodziutka królowa Wilhelmina odparowała: „Tak, Drogi kuzynie, ale gdy my Holendrzy otworzymy śluzy, woda jest wysoka na 2,5 metra.”

Jak się należało spodziewać, gościna u hrabiego Bentinck nieco się przedłużyła. Do dwóch lat. Hrabia znosił to ze stoickim spokojem, ale gdy okazało się, że rząd Holandii nie zamierza zwracać mu kosztów za cesarza i jego skromną świtę (około 20 osób), atmosfera nieco zgęstniała. Wyjście z sytuacji zapewnili sami Niemcy, którzy byłemu cesarzowi zaoferowali ponad 10 milionów marek na „utrzymanie” pod dość niedwuznacznym warunkiem, że nigdy więcej nie postawi nogi w Niemczech. Wilhelm II, który nie uznawał republiki Wiemarskiej się zgodził i za część tej kwoty kupił sąsiadujący z rezydencją hrabiego Bentinck zamek Doorn od starszej baronowej de Beaufort. Miała to być jego ostatnia w życiu rezydencja. I jak nie omieszkałem zwrócić uwagę Michielowi, choć zamek nie jest mały, to w porównaniu z poprzednimi rezydencjami Wilhelma II, była to wiejska chatka.

Trzeba powiedzieć, że swój pobyt w Holandii Wilhelm spożytkował zupełnie przyzwoicie, czytając raporty i wspomnienia wojenne, co o dziwo ukazało mu inną rzeczywistość, niż tę którą mu malowano. Wyszło wtedy na jaw, że generałowie cesarscy ukrywali przed nim okropności wojny i gdy odwiedzał „front” pokazywano mu starannie wypucowane okopy, skąd usunięto martwe ciała, a także pułki, gdzie zatuszowano apatię, choroby, demoralizację. Przy całym swoim zadufaniu Wilhelm II nie był osobą podłą: w 1914 roku sprzeciwiał się wypowiedzeniu wojny i gdy podpisał wreszcie stosowne dokumenty głośno powiedział swojemu rządowe „Pożałujecie tego któregoś dnia panowie”. W 1915 zakupił w San Quetinn ziemię pod cmentarz wojenny, gdzie mieli spocząć żołnierze obu armii, gdyż jak powiedział, „w obliczu śmierci nie ma żadnych narodowości.”

Ale wracajmy do Doorn. W latach 20-tych niemiecki rząd zgodził się by Wilhelm II odzyskał część swoich osobistych „drobiazgów” i wtedy do Doorn przyjechało 59 wagonów kolejowych, mebli, książek, obrazów, zdjęć rodzinnych. Maluteńki zamek w Doorn, zapełnił się pamiątkami rodziny Hohenzollernów. Muszę powiedzieć, że urządził go z wyjątkowym smakiem i gustem.

W 1920 roku do Wilhelma II dołączyła jego dobra i schorowana żona, cesarzowa Augusta Witoria von Schleswig-Holstein- Sondenburg-Augustenburg(1858-1921), którą w rodzinie wbrew długiemu zestawowi imion i nazwisk nazywano po prostu „Dolly”. Choć w rodzinie wyrażano się o niej z lekceważeniem zarówno ze względu na jej brak urody oraz skromność, to jednak była dla Wilhelma II wymarzoną małżonką: urodziła mu sześciu synów i jedną córkę, nie wtrącała się w sprawy polityki. W Niemczech znana była ze swojej dobroci i pobożności (ufundowała kilkanaście kościołów, w tym Augustakirche w Sopocie) i gdy w 1920 roku opuszczała Niemcy, służba pałacowa żegnała ją szlochając. Do Doorn przyjechała z poważną wadą serca, poruszając się na wózku inwalidzkim i specjalnie dla niej Wilhelm II zamontował w zamku windę, używaną do dzisiaj. Z daleka od dzieci które uwielbiała, załamana potwornościami I Wojny Światowej, pomimo troskliwej opieki Wilhelma powoli gasła w oczach. Dobiło ją samobójstwo jej syna Joachima w 1920 roku i zmarła na serce w 1921 roku w Doorn, nie spełniwszy marzenia swego życia, tzn. nigdy nie zobaczywszy Luwru. Rząd niemiecki natychmiast zgodził się, by spoczęła w kryptach rodzinnych Hohenzollernów w Poczdamie. Wilhelm II zamknął wtedy na zawsze jej prywatne pokoje w Doorn i pozostały one zamknięte do 1992 roku.

Choć załamany śmiercią żony, rok później wstąpił ponownie w związek małżeński poślubiając księżną Herminę von Reuss 1 voto księżną Schönaich-Carolath, która została w ten sposób drugą i ostatnią panią na Doorn. Dzieci Wilhelma II krzywo patrzyły na ten związek i małostkową mściwością i precyzją odmawiały nazywania jej „cesarzową”, dodając, że przecież wyszła za mąż za eks cesarza.

W tym okresie życie Wilhelma II ustabilizowało się. Poranek rozpoczynał się od śniadania w gronie rodziny (Hermnia i jej dzieci z pierwszego małżeństwa) oraz adiutanta. Po śniadaniu Wilhelm II gromadził domowników i służbę na krótkie czytanie Biblii i modlitwę, po czym przyjmował gości. Gdy tych nie było z zapałem oddawał się rąbaniu drzew w swojej posiadłości – skrupulatni Holendrzy wyliczyli, że ściął ich około 20 000! Na stronie internetowej zamku Doorn, nie omieszkano dodać, że dopiero teraz drzewostan powraca do stanu sprzed 1918. Popołudnie mijało na odpisywaniu na listy, lekturę. Następnie podawano herbatę, którą Wilhelm II jako najstarszy wnuk królowej Wiktorii wprost uwielbiał – podobno pierwszą rzecz, o jaką poprosił po przybyciu do Holandii była „filiżanka porządnej angielskiej herbaty”. W zamku znajduje się serwis Wedgewood, który podarowała mu babka królowa Wiktoria z okazji jego ślubu z ‘Dolly’. W niedzielę cały zamek udawał się na nabożeństwo do pobliskiego urokliwego kościółka, gdzie Wilhelm II śpiewał tubalnym i wyraźnym głosem niemieckie Psalmy z pamięci, ku irytacji holenderskich wiernych.

Z upływem lat paradoksalnie liczba gości powoli się zwiększała, szczególnie, że zacierały się w pamięci okropieństwa Wielkiej Wojny. Odwiedzali go niemieccy monarchiści, generałowie, członkowie holenderskiej rodziny królewskiej, z ważnym wyjątkiem: królowa Wilhelmina odmówiła odwiedzenia go w Doorn. Nigdy nie odwiedził go też ktoś z brytyjskich kuzynów. Romanowowie, którzy pamiętali, że bezskutecznie usiłował wydostać z bolszewickiego piekła rodzinę carską, nie mieli takich zahamowań i jego wnuk Ludwik Ferdynand von Hohenzollern (1907-1994), głowa rodziny, poślubił właśnie na zamku z Doorn wielką księżną Kirę Kiryłownę Romanową w 1938 roku.

Chociaż jego żona Hermina łudziła się, że Hitler przywróci monarchię, to Wilhelm II miał więcej zdrowego rozsądku. Gdy Hitler napadł na Holandię, Wilhelm II wycofał się z życia publicznego i zaprzestał przyjmowania gości, w szczególności niemieckich generałów. Przestał także pokazywać się w kościele by nie drażnić mieszkańców Doorn i sam odprawiał domowe nabożeństwa w zamku. Przez całe lata ciążył na nim dość oszczędny telegram gratulacyjny do Hitlera, z okazji zdobycia Paryża. Niedawno okazało się, że telegramu nigdy nie wysłał, pomimo błagań żony Herminy. Zrobił to na własną odpowiedzialność bez jego zgody zarządca dóbr. Rodzina Hohenzollernów zachowała znamienny dystans do faszystów, a wspomniany wyżej wnuk cesarza był zamieszany w spisek przeciw Hitlerowi.

Schorowany Wilhelm II umarł spokojnie w czerwcu 1941 roku. Na łożu śmieci wyraźnie zastrzegł, że nie życzy sobie by na jego pogrzebie eksponowano jakiekolwiek insygnia III Rzeszy. Życzenia te zignorowano i ku oburzeniu rodziny trumnę „przybrano” obrzydliwą flagą ze swastyką. Naczelnymi żałobnikami byli generał von Mackensen oraz (były) następca tronu Bawarii książę Rudolf von Wittelsbach. Na wyraźne życzenie rodzinny musiano uszanować inne polecenie zmarłego, a mianowicie, by pochowano go w Doorn. Do Niemiec jego ciało może wrócić dopiero po restauracji monarchii.

Wraz z jego śmiercią skończył się de facto niemiecki okres zamku w Doorn. Jego żona cesarzowa (my nie bądzmy małostkowi) Hermina wróciła do Niemiec, gdzie dostała się do rosyjskiego obozu jenieckiego, gdzie umarła z wycieńczenia w 1947 roku. Po latach pochowano ją w Poczdamie w grobach rodzinnych Hohenzollernów. Zamek w Doorn skonfiskowano po 1945 roku jako własność poniemiecką i utworzono w nim muzeum. W latach 60. zeszłego wieku burmistrz Door wyraził zgodę, by rodzina Hohenzollernów odzyskała część najbardziej osobistych pamiątek po Kajzerze. Dziś zamek Doorn jest podobno centrum pielgrzymek niemieckich monarchistów.

Jeszcze jedna ciekawostka: z dzieci Wilhelma II najdłużej żyła jego jedyna i piękna córka Wiktoria Luzia (1892-1980), której ślub z księciem Hanoweru w 1913 roku był ostatnim zjazdem europejskich monarchów przed Wielką Wojną. Jej córka Fryderyka von Hanover jeszcze za życia Kajzera (1938) wyszła za mąż za następcę tronu Grecji Pawła i została w 1947 roku królową Grecji. Jej z kolei córka to królowa Hiszpanii Zofia. To obecnie jedyna koronowana głowa wśród potomków Wilhelma II.

Na gazonie przed zamkiem w Doorn stoi wielkie popiersie ostatniego lokatora, cesarza Wilhelma II. Człowieka, który stracił imperium, budowane przez jego przodków od XV wieku.

http://www.huisdoorn.nl

sobota, 27 maja 2006, kdebem

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ciocia Ania, 212.191.172.*
2006/05/27 20:24:38
Jak to dobrze, że raz tematem jest Doorn a nie Dorn!

A przy okazji wiersz Światopełka Karpińskiego "W Holandii":

Na zamku Doorn jest pewien drwal,
Wiekowy człek i siwy,
Przechadza się wśród pustych sal
Lub rąbie drwa szczęśliwy....

Ucina łby najtęższych pni,
Oporne krzepkim chłopom,
I czsem śni, że były dni,
Gdy całą trząsł Europą...

I on porywał ongi lud,
Lecz na tym nc nie zyskał,
Choć w karnym marszu tłumy wiódł
Na walk pobojowiska...

Bo złamał go histroii splot
I ludów trzyma opór.
Dziś rąbie drwa, ociera pot,
Został mu tylko topór.

Nie pamiętam, w którym roku to zostało napisane (mogę sprawdzić), opublikowane było w stałej (codziennej!) rubryce z wierszem ("Chwyty") w przedwojennym Kurierze Warszawskim....
-
Gość: Rafal, *.pzh.gov.pl
2006/05/29 12:45:33
Hmm widzialem wlosci Hohenzolernow rumunskich w Karpatach a dokladniejw miescinie Sinaia. Smiesznie wygaldalo to jak bardzo chcieli utrzymac blichtr swoich kuzynow z Niemiec. Moja prababcia nazywala Wilhelma II pieszczotliwe Wilusiem..ponoc byl to prywatnie kawal zlosliwca.
-
2006/05/29 16:39:52
Istotnie, dom panujacy Rumunii to tez Hohenzollernowie tylko, ze z katolickiej linii (linia Wilusia II byla wsciekle protestancka). Wlasnie przeczytalem, ze odzyskali wszystkie swoje wlosci w Rumunii. W Polsce, np. potomkom Wilusia II przyslugiwalby zamek olesnicki - malo osob o tym wie, ale nastepca tronu Prus nosil tytul ksiecia olesnickiego.

Kazik
-
2006/05/31 16:41:16
Oczywiscie zapomnialem podziekowac za wierszyk o Wilusiu. Co prawda z II RP, a wiec nie do konca wiadomo czy nie pisal Zyd jaki albo Manson, ale nie powiem bardzo na temat. DZIEKUJE!!!
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/25 17:05:40
Swietnie sie czyta :)
-
2007/08/26 05:54:27
Dzieki!
-
Gość: SP2FAP, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/16 00:06:42
Doskonały tekst ukazujący postać ostatniego cesarza Prus i króla Niemiec. Zainteresował mnie szczególnie, ponieważ mieszkam niedaleko (3 km) Kadyn, gdzie mieściła się letnia rezydencja Wilhelma II i jedyna nieruchomość jaką mu pozostawiono po abdykacji.
Chętnie ten Pana tekst wykorzystałbym na naszym portalu Suchacz.Eu aby i miejscowa ludność mogła się z nim zapoznać:)

Pozdrawiam z Suchacza,
Sylwester Jarkiewicz
-
kdebem
2011/07/19 23:34:51
Szanowny Panie,

Prosze o kontakt - kdebem@gazeta.pl
-
Gość: E-g, *.ssp.dialog.net.pl
2011/10/17 11:40:17
Uczestniczący w pogrzebie August von Mackensen miał stopień wojskowy felmarszałka, na zdjęciach z pogrzebu widać w jego ręku buławę marszałkowską, na głowie miał czapkę 1 Przybocznego Pułku Huzarów stacjonującego w Gdańsku, jednakże bez trupiej główki (nie mającej nic wspólnego z formacją HH). "Bączek" z czarnym środkiem jest charakterystyczny dla żołnierzy pruskich. Wbrew woli AH uczestniczył w pogrzebie, ponieważ w 1898 roku został osobistym adiutantem cesarza Wilhelma II.